Informacje o tym, że Kornatowski - prokurator w PRL - mógł być zamieszany w ukrywanie zabójstwa Tadeusza Wądołowskiego, pojawiły się w tzw. raporcie Rokity. To sprawozdanie sejmowej komisji nadzwyczajnej do zbadania działalności Ministerstwa Spraw Wwewnętrznych, działającej w latach 1989-91.

Reklama

Kornatowski od początku zdecydowanie zaprzeczał tym zarzutom i dlatego wytoczył Janowi Rokicie proces cywilny w tej sprawie. Sąd Okręgowy w Warszawie przesłuchał dzisiaj obu panów i poinformował, że wyrok w tej sprawie wyda 10 grudnia.

Treść tzw. raportu Rokity ujawnił w marcu tego roku DZIENNIK. Wynikało z niego, że nazwisko Kornatowskiego pojawiło się na liście setki milicjantów, esbeków i prokuratorów, którzy powinni odpowiedzieć karnie za swoje czyny w PRL-u.

"Szanuję pracę komisji posła Rokity, która ocaliła od zapomnienia wiele ciemnych spraw PRL, ale w tej sprawie po prostu się myli" - mówił wtedy DZIENNIKOWI sam Kornatowski.

"Kornatowski wbrew wszystkim procedurom, wbrew kodeksowi postępowania karnego, spotkał się z ekspertem od sekcji zwłok. Kazał mu sfabrykować dowód, że bicie nie ma związku ze śmiercią" - twierdził w marcu w rozmowie z DZIENNIKIEM ówczesny poseł PO Jan Rokita.

Odtajniony kilka lat temu dokument opisuje 91 przypadków zabójstw, przeważnie opozycjonistów. Wśród nich był Tadeusz Wądołowski, który - po zatrzymaniu w 1986 roku w komisariacie kolejowym w Gdańsku - nagle zmarł.

Oficjalną przyczyną była niewydolność serca. Jednak bliscy ofiary twierdzili, że Wądołowski został brutalnie pobity przez milicjantów. Kornatowski jako młody prokurator miał prowadzić przesłuchania tak, by zatuszować sprawę - pisał DZIENNIK.