"To daje cień szansy na wyjaśnienie zagadki, czy został pobity na śmierć przez funkcjonariuszy, czy też, jak napisano w raporcie medycznym, przyczyną zgonu była choroba serca" - mówi tygodnikowi Michał Skwara z katowickiego IPN.

Reklama

Wycinki z sekcji zwłok Wądołowskiego zostały już przebadane przez specjalistów ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, którzy wydali w tej sprawie opinię. "Nie podważa ona ustaleń wcześniejszych, z których wynikało, że bezpośrednią przyczyną śmierci był zawał mięśnia sercowego" - powiedział Polskiej Agencji Prasowej Michał Skwara.

Dla IPN ogromnym zaskoczeniem był fakt, że tkanki Wądołowskiego zachowały się do dzisiaj. "Zwróciłem się do Akademii Medycznej w Gdańsku z prośbą o przekazanie wszystkiego, co jest związane z Tadeuszem Wądołowskim. Spodziewałem się wyłącznie dokumentów, okazało się, że są też tkanki, przechowywane przez te lata w formalinie" - powiedział prokurator Skwara.

W tak zwanym raporcie Rokity jedną z osób zamieszanych w tajemniczą śmierć Tadeusza Kornatowskiego jest były szef policji Konrad Kornatowski, który wtedy jako młody prokurator miał prowadzić przesłuchania tak, by zatuszować sprawę.

Treść raportu Rokity ujawnił w marcu ubiegłego roku DZIENNIK. Nazwisko Kornatowskiego pojawiło się w nim na liście setki milicjantów, esbeków i prokuratorów, którzy powinni odpowiedzieć karnie za swoje czyny w PRL-u.

Dokument opisuje 91 przypadków zabójstw, przeważnie opozycjonistów. Wśród nich był Tadeusz Wądołowski, który - po zatrzymaniu w 1986 roku w komisariacie kolejowym - nagle zmarł.

Sam Kornatowski od początku podkreślał, że nie brał udziału w tuszowaniu sprawy. Zaznaczył też, że miał z nią związek jedynie poprzez udział w oględzinach i sporządzenie z nich notatki. "Nie prowadziłem śledztwa, nie wykonywałem żadnych czynności procesowych, ani nie podejmowałem żadnych decyzji merytorycznych" - zapewniał.

Pozwał także Jana Rokitę, który odnosząc się do ustaleń raportu mówił, że "Kornatowski wbrew wszystkim procedurom, wbrew Kodeksowi postępowania karnego, spotkał się z ekspertem od sekcji zwłok i kazał mu sfabrykować dowód, że bicie nie ma związku ze śmiercią".

W procesie wytoczonym mu przez Kornatowskiego Rokita powtórzył zarzuty o tuszowaniu zabójstwa. W grudniu ubiegłego roku warszawski sąd uznał, że nie ma dowodów, które pozwoliłyby nazywać Kornatowskiego "nikczemnym prokuratorem" i zarzucać mu tuszowanie zabójstwa, dlatego nakazał Rokicie przeproszenie go.