Choć rozmowy zakończyły się fiaskiem, to chorzy zostali na noc w radomskim szpitalu. Lekarze nie zgodzili się na redukcję załogi, czego chciała dyrekcja, a władze szpitala nie mają pieniędzy na podwyżki.

Reklama

Na oddziale chirurgicznym jeszcze w środę rano leżało dziesięciu pacjentów. Dwóch wypisało się na własną prośbę, kolejnych dwóch ewakuowano do lecznicy w Lipsku. Pozostali też muszą być ewakuowani, ale na razie nie można ich przewozić.

Lekarzy nie ma także na oddziale onkologicznym. Na szczęście obyło się bez ewakuacji. Dyrektorka szpitala, Luiza Staszewska, poinformowała, że cztery pacjentki tego oddziału zostały wypisane do domu.

Największy problem był z pacjentami oddziału pulmonologicznego. Leży tam kilkadziesiąt osób - 18 z nich wymaga stałej pomocy medycznej, bo nie może samodzielnie oddychać. Na szczęście ewakuację wstrzymano. Pięciu lekarzy z tego oddziału zgodziło się zostać w szpitalu i w ramach umowy zlecenia sprawować opiekę nad pacjentami.

Ostre przypadki będzie też do końca miesiąca przyjmowała kardiologia. "Przesunęłam kardiologów z poradni na oddział. Dzięki temu będziemy mogli przyjmować do końca miesiąca pacjentów, którzy natychmiast wymagają pomocy kardiologicznej" - poinformowała dyrektorka szpitala.

Niestety, nie wiadomo jeszcze, co stanie się w następnych dniach z setką pacjentów z pozostałych oddziałów szpitalnych: ginekologiczno-położniczego, dwóch oddziałów wewnętrznych, kardiologii i neurologii. Chociaż - jak powiedziała Staszewska - tutaj zapewniona jest opieka lekarska do świąt lub nawet kilka dni po.

Od wtorku pacjentów nie przyjmowało w sumie osiem oddziałów. Wstrzymane zostały ostre i planowe przyjęcia chorych na oddziały: chirurgiczny, onkologiczny i pulmonologiczny, na dwa oddziały wewnętrzne, kardiologię, neurologię i oddział ginekologiczno-położniczy. Nieczynna jest też poradnia chirurgiczna.

Pacjenci przywożeni do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu karetką są badani przez lekarza na szpitalnym oddziale ratunkowym. Jeżeli któryś z chorych wymaga operacji, jest odwożony do innej placówki.

A wszystko przez to, że lekarze kategorycznie odmawiają podpisania zgody na pracę ponad ustawowe 48 godzin tygodniowo. Lekarze pracowali ponad normę od początku roku. Teraz podliczyli godziny i wyszło im, że swą normę już wypracowali.

Także lekarze z drugiej lecznicy - Radomskiego Szpitala Specjalistycznego - przestali przychodzić do pracy. Nic nie dały negocjacje z dyrekcją ani rozmowy z przedstawicielami resortu zdrowia. Lekarze nie dostali dodatkowych pieniędzy, czyli zażądanego tysiąca złotych. Dzisiaj - w tajnym głosowaniu - zdecydowali, że porozumienia ze szpitalem nie podpiszą i do pracy nie przyjdą.