Dziennik Gazeta Prawana logo

Geremek zginął, bo zasnął za kierownicą?

22 grudnia 2008, 09:40
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Sprawcą wypadku drogowego, w którym zginął Bronisław Geremek, był on sam. Profesor najprawdopodobniej zasnął za kierownicą - ustalili prokuratorzy z Nowego Tomyśla. Śledczy umorzyli postępowanie w sprawie śmierci Geremka.

Ostatecznie ustalono, że Bronisław Geremek prowadzący mercedesa bez żadnej przyczyny zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się z fiatem ducato. Nie zasygnalizował zmiany pasa ruchu. Prokuratura uważa, że najpradopodobniej profesor mógł zasnąć za kierownicą i wtedy stracił panowanie nad samochodem.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, Magdalena Mazur-Prus cytowała zeznania świadków, którzy mówili w śledztwie, że wcześniejsze zachowanie samochodu, który prowadził Bronisław Geremek "sprawiało wrażenie, jakby kierowca przysypiał". Śledczy dodają, że mercedes profesora wcale nie jechał za szybko.

13 lipca 2008 roku nagle auto prowadzone przez Geremka zjechało na lewy pas drogi i uderzyło czołowo w nadjeżdżającego fiata ducato. Samochód profesora był sprawny technicznie, a on sam był trzeźwy.

Śledczy badali między innymi, czy Bronisław Geremek, prowadząc samochód, nie zapadł w śpiączkę cukrzycową lub hipoglikemię. Jednak ta hipoteza nie potwierdziła się. Podobnie jak wersja, że przyczyną wypadku mógł być zawał serca kierowcy.

__________________________________________________________________________


Jak najbardziej. Kierowca nie przekroczył prędkości, miał przed sobą pustą, suchą i równą drogę, nie musiał się rozglądać za okazją do wyprzedzenia. W tego typu przypadkach ustalenie przyczyny jest bardzo trudne.


Gdy kierowca jedzie za szybko, wyprzedza na trzeciego, przyczyna jest łatwa do ustalenia, biegli i śledczy nie mają za wiele do roboty. Ale w przypadkach takich jak ten spod Nowego Tomyśla potrzebne jest bardzo drobiazgowe śledztwo, szukanie różnych punktów zaczepienia, sprawdzania setek potencjalnych przyczyn i hipotez - od tego, że strzeliła opona, po chorobę kierowcy.


Od zabezpieczenia miejsca wypadku. Spisania danych i pierwszych relacji świadków, sfotografowania wraków, opisania drogi hamowania. Potem stan techniczny pojazdów po wypadku ocenia rzeczoznawca. Dzieje się to w warsztacie. I tu stan wraku mercedesa profesora Geremka także nie ułatwiał biegłemu zadania. Auto było mocno zmasakrowane, a część śladów dodatkowo zatarła akcja ratownicza, wycinanie blach dla wydobycia ofiar. W takich sytuacjach część potencjalnych usterek pozostaje nie do wykrycia. Bo części, które mogły zawieść, są sprasowane.


Oznacza to ni mniej ni więcej, że choć sprawdzili wszystko, co można, nie znaleźli niczego, co wskazywać mogłoby na istotne usterki. Ale powtórzę - stuprocentowej pewności, że wszystko było w porządku, przy takim stanie wraku mieć nie mogli.


I to jest najtrudniejsze do sprawdzenia. Bo w takich wypadkach trzeba odnaleźć nie tylko chorobę, ale i udowodnić, że miała ona związek z wypadkiem. To wymaga zespołu fachowców, połączenia bardzo rozległej wiedzy z różnych dziedzin: od medycyny po motoryzację. I dlatego jest czasochłonne.

*Ryszard Ciechański jest biegłym sądowym, rzeczoznawcą Polskiego Związku Motorowego

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj