Ostatecznie ustalono, że Bronisław Geremek prowadzący mercedesa bez żadnej przyczyny zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się z fiatem ducato. Nie zasygnalizował zmiany pasa ruchu. Prokuratura uważa, że najpradopodobniej profesor mógł zasnąć za kierownicą i wtedy stracił panowanie nad samochodem.
Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, Magdalena Mazur-Prus cytowała zeznania świadków, którzy mówili w śledztwie, że wcześniejsze zachowanie samochodu, który prowadził Bronisław Geremek "sprawiało wrażenie, jakby kierowca przysypiał". Śledczy dodają, że mercedes profesora wcale nie jechał za szybko.
13 lipca 2008 roku nagle auto prowadzone przez Geremka zjechało na lewy pas drogi i uderzyło czołowo w nadjeżdżającego fiata ducato. Samochód profesora był sprawny technicznie, a on sam był trzeźwy.
Śledczy badali między innymi, czy Bronisław Geremek, prowadząc samochód, nie zapadł w śpiączkę cukrzycową lub hipoglikemię. Jednak ta hipoteza nie potwierdziła się. Podobnie jak wersja, że przyczyną wypadku mógł być zawał serca kierowcy.
__________________________________________________________________________
Jak najbardziej. Kierowca nie przekroczył prędkości, miał przed sobą pustą, suchą i równą drogę, nie musiał się rozglądać za okazją do wyprzedzenia. W tego
typu przypadkach ustalenie przyczyny jest bardzo trudne.
Gdy kierowca jedzie za szybko, wyprzedza na trzeciego, przyczyna jest łatwa do ustalenia, biegli i śledczy nie mają za wiele do roboty. Ale w przypadkach takich jak ten spod Nowego Tomyśla
potrzebne jest bardzo drobiazgowe śledztwo, szukanie różnych punktów zaczepienia, sprawdzania setek potencjalnych przyczyn i hipotez - od tego, że strzeliła opona, po chorobę kierowcy.
Od zabezpieczenia miejsca wypadku. Spisania danych i pierwszych relacji świadków, sfotografowania wraków, opisania drogi hamowania. Potem stan techniczny pojazdów po wypadku ocenia rzeczoznawca.
Dzieje się to w warsztacie. I tu stan wraku mercedesa profesora Geremka także nie ułatwiał biegłemu zadania. Auto było mocno zmasakrowane, a część śladów dodatkowo zatarła akcja
ratownicza, wycinanie blach dla wydobycia ofiar. W takich sytuacjach część potencjalnych usterek pozostaje nie do wykrycia. Bo części, które mogły zawieść, są sprasowane.
Oznacza to ni mniej ni więcej, że choć sprawdzili wszystko, co można, nie znaleźli niczego, co wskazywać mogłoby na istotne usterki. Ale powtórzę - stuprocentowej pewności, że wszystko
było w porządku, przy takim stanie wraku mieć nie mogli.
I to jest najtrudniejsze do sprawdzenia. Bo w takich wypadkach trzeba odnaleźć nie tylko chorobę, ale i udowodnić, że miała ona związek z wypadkiem. To wymaga zespołu fachowców, połączenia
bardzo rozległej wiedzy z różnych dziedzin: od medycyny po motoryzację. I dlatego jest czasochłonne.
*Ryszard Ciechański jest biegłym sądowym, rzeczoznawcą Polskiego Związku Motorowego