Po odzyskaniu suwerenności Ukraina znalazła się na rozdrożu. Społeczeństwo jest głęboko podzielone. Mniej więcej połowa obywateli chce dążyć do członkostwa w Unii Europejskiej, druga połowa tęskni za zwierzchnictwem Moskwy. Wołodymyr Łytwyn jest zwolennikiem polityki prozachodniej, ale uważa, że wejście do Unii byłoby dla Ukrainy niekorzystne z gospodarczego punktu widzenia. Kreśli niezwykle śmiały projekt, w myśl którego Ukraina powinna modelować swoje relacje z Unią na wzór Szwajcarii i Norwegii - państw całkowicie suwerennych, a jednocześnie uznawanych za pełnoprawną część zjednoczonej Europy.
p
przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy
Ukraina, usytuowana w geograficznym centrum Europy i rozwijająca się w specyficznych warunkach - zarówno pod wpływem zachodnioeuropejskim, jak i pod wpływem rosyjskiej kultury i myśli politycznej - z chwilą uzyskania niepodległości jednoznacznie zadeklarowała wolę pójścia europejską, a nie eurazjatycką drogą. To absolutnie normalne i naturalne dla nowego państwa, które odbyło długą i skomplikowaną 15-letnią podróż od faktu geograficznego do czynnika geopolitycznego, jakim jest rzeczywistość europejska.
Dla współczesnej Europy Ukraina nie może być ani czymś obcym, ani "ubogim krewnym". Ukraina to jedyny kraj postsowiecki, w którym wszystkie procesy polityczne przebiegają drogą kompromisu między elitami, drogą bezkrwawą i pokojową, mimo że w całej strefie postsowieckiej społeczeństwo ukraińskie jest najbardziej zróżnicowane pod względem etnicznym, regionalnym, religijnym, językowym i historycznym. Zaledwie 15 lat temu większość czynnych obecnie polityków ukraińskich przystąpiła do budowy niepodległości Ukrainy. W tym krótkim okresie musieliśmy zrewidować wiele starych mitów i stereotypów. Zrozumieliśmy, że możemy istnieć niezależnie od Rosji, a jednocześnie utrzymywać z nią przyjazne stosunki. Zrozumieliśmy, że jesteśmy częścią wspólnoty europejskiej i że tradycyjne wartości europejskie są nam bliskie. Zrozumieliśmy, że za wszystko trzeba zapłacić, nawet za niepodległość. Zrozumieliśmy, że otwiera się przed nami wielka szansa i by ją wykorzystać, musimy uwierzyć w siłę naszego narodu. Społeczeństwo ukraińskie jest dziś podzielone mniej więcej po równo, jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie: czy powinniśmy dążyć do integracji z Unią Europejską, czy też powinniśmy poprzeć działania rewindykacyjne Rosji na obszarze postsowieckim? Obie te koncepcje dowodzą, że ukraińska elita cierpi na "chorobę dorastania".
W końcu nie po to walczyliśmy o suwerenność, by teraz tak łatwo z niej zrezygnować - czy to na rzecz Moskwy, czy to na rzecz Brukseli. Albowiem zarówno członkostwo we Wspólnocie Niepodległych Państw, jak i w Unii Europejskiej prowadzi do utraty suwerennych prerogatyw państwa. Na razie Ukraina powinna umocnić swą niepodległość i stać się państwem prawdziwie niezależnym. Dopiero wtedy możliwe będą negocjacje na temat przystąpienia do jakichś struktur ponadnarodowych.
Ukraina liczy dziś 48 mln mieszkańców, czyli około 10 proc. ludności UE. Jest to kraj z rozwiniętym sektorem metalurgicznym, energetycznym, chemicznym, wojskowo-obronnym i rolnym. Gdyby Ukraina wstąpiła do UE, sektory te podlegałyby systemowi ściśle określonych limitów produkcyjnych i subsydiów. Dlatego nie należy się spieszyć z procesami integracyjnymi. Sądzę, że obecnie ważniejsze jest dogłębne przestudiowanie i zastosowanie rozmaitych rozwiązań europejskich, od programów socjalnych po oszczędność energii. Musimy zbudować na Ukrainie Europę, nie prosząc o wpuszczenie nas do Zjednoczonego Domu Europejskiego w nadziei, że zostaniemy tam nakarmieni i utuleni. Europa powinna stać się dla Ukrainy gwiazdą przewodnią, a nie przytułkiem. W końcu nie można uciec przed przeznaczeniem - nawet wyrzekając się części suwerenności. Oczywistą, choć niełatwą drogą rozwoju dla Ukrainy - przynajmniej na najbliższe dziesięciolecia - jest dążenie do uzyskania statusu podobnego do tego, który mają dziś w Europie Norwegia i Szwajcaria. Choć formalnie nie należą do UE, są częścią zjednoczonej Europy i nie traktuje się ich jako "pod-Europy" czy "innej Europy". Obywatele tych krajów nie muszą poddawać się upokarzającym procedurom w ambasadach i na przejściach granicznych, bo traktowani są na równi z innymi Europejczykami. Ukraina powinna dążyć do zbliżenia z Europą poprzez wypracowanie innego rodzaju strategicznego partnerstwa, poprzez kontakty na poziomie zwykłych obywateli, poprzez szczególne formy sąsiedztwa. Im szybciej wdrożymy w naszym kraju normy europejskie, tym szybciej zyskamy zaufanie przywództwa państw europejskich. Europa powinna również odrzucić rozmaite stereotypy związane z Ukrainą. Ukraina nie jest już krajem, w którym panuje nędza. W epoce niepodległości wykształciła się i umocniła klasa średnia, są też ludzie, którzy mają pieniądze i inwestują je w gospodarkę europejską. Jednocześnie gospodarka ukraińska jest otwarta na inwestycje europejskie. Ukraina nie jest siedliskiem korupcji i przestępczości: dane statystyczne lokują nas w tym względzie u dołu listy krajów objętych badaniami.
W interesie Unii Europejskiej jest poważne traktowanie Ukrainy. Lepiej mieć za sąsiada przyjazny niezależny kraj, który pragnie stosować u siebie normy europejskie i zbudować ustrój demokratyczny, niż kraj należący do Wielkiej Rosji. Ukraina zajmuje swoje miejsce w Europie. W najbliższej przyszłości miejscem tym niekoniecznie musi być członkostwo w UE. Nie ulega jednak wątpliwości, że Ukraina nigdy nie będzie dla Unii krajem obcym.