Były ukraiński premier i główny rywal Wiktora Juszczenki w przełomowych wyborach prezydenckich 2004 roku uważa, że jego kraj powinien starać się o wejście do Unii tylko wraz ze swoim wschodnim sąsiadem. Kwestionując szacunki ekonomistów, Janukowycz twierdzi, że po pomarańczowej rewolucji ukraińska gospodarka weszła w fazę recesji, czego przyczyn upatruje w zerwaniu przez ekipę Juszczenki strategicznego partnerstwa z Moskwą. Lider Partii Regionów uważa, że "Ukraińcom potrzebne są nie mgliste perspektywy wejścia do Unii czy natowskie gwarancje bezpieczeństwa, ale nowe miejsca pracy i wzrost bezpieczeństwa socjalnego". Już za kilkanaście dni okaże się, czy Ukraińcy uwierzą, że cele te można osiągnąć z Rosją i bez Europy.
p
Oczywiście, zamierzamy kontynuować starania o członkostwo w UE, ale będzie to polityka prowadzona z uwzględnieniem interesów Ukrainy, a nie Juszczenki. A naszych narodowych interesów w Unii jesteśmy w stanie bronić tylko u boku Rosji. Dotyczy to także wstąpienia do WTO czy budowy nowego systemu europejskiego bezpieczeństwa, w którym Ukraina i Rosja powinny odgrywać taką samą rolę jak państwa członkowskie Unii. Za wyborem partnerstwa z Rosją przemawia choćby fakt, że Ukraina, tak jak Rosja, stanowi nieodłączną część Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej.Przecież integracja z taką instytucją jak WPG dałaby UE kolosalne korzyści. Nie tylko w postaci źródła surowców energetycznych. To również gigantyczny rynek zbytu...
Ukraiński rozwój gospodarczy jest niemożliwy bez strategicznego partnerstwa z Rosją. Dzisiejsze ekonomiczne trudności Ukrainy, fakt, że gospodarka cofa się, a nie rozwija, to właśnie wynik rezygnacji obecnych władz w Kijowie z tego partnerstwa. Słaba gospodarczo Ukraina nie jest potrzebna ani Unii, ani NATO. Bruksela nie będzie zainteresowana utrzymywaniem biednego 48-milionowego kraju, z kolei NATO nie zechce mieć w swych strukturach kraju niestabilnego politycznie i podzielonego, gdzie część obywateli chce członkostwa w Pakcie Północnoatlantyckim, a część stanowczo się temu sprzeciwia. Zresztą, jak pokazują wszystkie sondaże, przeciwników NATO jest na Ukrainie dużo więcej niż jego zwolenników. Chcę się oprzeć na Rosji dlatego, że jestem politycznym realistą. A nie dlatego, że mam wobec niej kompleks niższości. Przejawem takiego kompleksu są natomiast nieustanne monity naszych władz, by Bruksela zgodziła się uznać Ukraińców za Europejczyków. Taka polityka doprowadziła już do tego, że Kijów wzbudza dziś irytację większości europejskich stolic.
Jestem pewien, że Ukraińcom potrzebne są teraz nie mgliste perspektywy wejścia do Unii czy natowskie gwarancje bezpieczeństwa, ale nowe miejsca pracy i wzrost bezpieczeństwa socjalnego. Politykę zagraniczną Kijowa powinien cechować pragmatyzm. Nie należy składać Unii obietnic, których nie jesteśmy w stanie dotrzymać. Sprawę realnego wejścia Ukrainy do UE można zacząć dyskutować dopiero wtedy, gdy do takiej integracji gotowe będą obie strony - i Kijów, i Bruksela. A na razie nie są.
Obawiam się, że to wynik działalności obecnych ukraińskich władz i ich krótkowzrocznej polityki wobec Rosji. Gdy piastowałem urząd premiera, negocjacje z Rosjanami dotyczące gazu też nie były łatwe, ale zawsze potrafiliśmy znaleźć kompromis. Uważam, że dziś najlepiej byłoby porozumieć się w sprawie stopniowego przechodzenia do cen rynkowych, np. w ciągu 5 lat. Ciągle są na to szanse. Po wygranych wyborach parlamentarnych wrócimy do tego problemu i uda nam się wynegocjować z Rosją okres przejściowy. Jestem tego pewien.
Dlatego że ukraińskie władze w okresie poprzedzającym negocjacje popełniły wiele błędów. Na początku 2006 roku zobaczyliśmy jedynie rezultat działań Kijowa w poprzednim roku. Za brak umiejętności przewidywania i brak profesjonalizmu władz zapłaciła Ukraina. Pamiętam, jak ówczesna premier Julia Tymoszenko - nie wiem, czy to była osobista inicjatywa jej samej, czy wszystkich "pomarańczowych" - zapowiadała, że Ukraina będzie sprowadzać gaz z Iraku albo z Afryki. Tak więc nic dziwnego, że reakcja Rosjan była taka, jaka była. Nie chcę usprawiedliwiać decyzji Moskwy. Powtarzam jednak: za postępowanie ukraińskich władz - czyli garstki ludzi - płaci teraz 48 mln obywateli. I nie rozumiem, dlaczego władze, widząc, że ich polityka prowadzi do klęski, nie usiadły do rozmów przy okrągłym stole, by z przedstawicielami parlamentu i opozycji znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Byliśmy gotowi uczestniczyć w takiej naradzie. Teraz jest już za późno. Jak widać, próba załatwiania podobnych problemów w kuluarach, po cichu, grozi naruszeniem narodowych interesów.
Dla odbiorców ukraińskich to - oczywiście - niemal dwa razy więcej niż dotychczas. Ale to wcale nie jest realna cena. Zgodnie z naszymi obliczeniami realna cena wynosi 155-156 dolarów za 1000 metrów. Obecne władze powinny rzetelnie informować społeczeństwo. Dlaczego więc milczą i nie mówią, ile należałoby realnie płacić? Obawiam się również, że umowa, w której jedną ze stron jest RosUkrEnergo, dziwna spółka o nieprzejrzystej strukturze własności, ma tajne klauzule. To pachnie korupcją.
Tyle że główne porozumienie w sprawie dostaw zawierały między sobą Nawtogaz i Gazprom. RosUkrEnergo zajmowała się jedynie pośrednictwem w dostawach gazu z Turkmenistanu. A na dodatek - to największa różnica - rząd wtedy jedynie zatwierdzał umowy, na mocy których sprowadzano gaz na Ukrainę. Wykonawcę wyznaczały podmioty handlowe - w tym przypadku Nawtogaz Ukraina.
W "Naszej Ukrainie", BJuT, a także wśród socjalistów są ludzie, którzy mogą jeszcze sprawić niespodziankę. Myślę o zwykłych członkach, na razie niedopuszczanych do głosu. Utrzymujemy z nimi kontakt i wiemy, że wielu z nich nie podziela opinii partyjnych władz. Z nimi możemy i chcemy rozmawiać.
Jednak ich liderzy jeszcze nie zdobyli się na to, by przyznać, iż popełnili błędy. Nie znaleźli dość odwagi, by wychodząc na Majdan w rocznicę pomarańczowej rewolucji, wyjaśnić ludziom, dlaczego nie dotrzymali obietnic, dlaczego gospodarka się nie rozwija, czemu pogorszył się poziom życia, czemu podzielili Ukrainę na "naszych" i "nie naszych", dlaczego łamali prawo... Powiem otwarcie: jeśli ich zachowanie się nie zmieni, o żadnej koalicji mowy nie będzie. Ale na razie czekamy. Nie jesteśmy krótkodystansowcami. Spoglądamy dużo dalej, niż myślą nasi oponenci. Dużo, dużo dalej.
p
(ur. 1950) - polityk ukraiński, z wykształcenia inżynier. W latach 2002-05 premier Ukrainy, związany z byłym prezydentem Leonidem Kuczmą. Rywal Wiktora Juszczenki w wyborach prezydenckich w 2004 roku - zwycięzca drugiej tury, unieważnionej później przez ukraiński Sąd Najwyższy. Obecnie jest przewodniczącym Partii Regionów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|