Nikt nie zaprzeczy, że Stanisław Lem był postacią wybitną i wyjątkową - jako pisarz, eseista, filozof, znawca problemów współczesnej cywilizacji, futurolog... Autorzy, których poprosiliśmy o wypowiedź na jego temat - Stanisław Bereś, John Gray i Borys Strugacki - starają się każdy na swój sposób rozwiązać zagadkę tej wyjątkowości Lema. Zdaniem Beresia przesądziła o niej fenomenalna wprost erudycja pisarza oraz jego odporność na uprzedzenia i mody panujące w środowisku literackim. Mimo że "najaktywniejszą część swojego życia związał z krajem, nigdy nie dał się zepchnąć do polskiego grajdołu, pozostając kompletnie nieczułym na literackie mody, środowiskowe owcze pędy czy narodowe zaczadzenia". Był przy tym "intelektualnym buldożerem" - bez problemu wgryzającym się w problematykę z pozoru dostępną jedynie specjalistom.
p
badacz literatury
Każdy inteligentny Polak zna prawo Stanisława Lema. Głosi ono, że: "Nikt nic nie czyta; jeśli czyta, nie rozumie; jeśli rozumie, natychmiast zapomina". Tymczasem sam Lem był żywym zaprzeczeniem tego prawa. Wszystko czytał i rozumiał, niczego nie zapominał. Jego erudycja przekraczała wszelkie znane standardy i odpowiadała wiedzy kilku poważnych instytutów naukowych. Łatwo można się o tym przekonać, zaglądając np. do zapisów jego dyskusji z najwybitniejszymi polskimi filozofami w specjalnych numerach "Studiów Filozoficznych" lub z literaturoznawcami w "Pamiętniku Literackim".
Jego hipotezy, przedstawiane na kartach kolejnych powieści i książek eseistycznych, były przekładane na język maszyn cyfrowych i absolutnie poważnie dyskutowane podczas sławnych warsztatów naukowych na Freie Universität w Berlinie Zachodnim w 1981 roku ("Project Instrat"), które zgromadziły wybitnych uczonych z całego świata, specjalistów z zakresu literaturoznawstwa, psychologii, genetyki, informatyki. Lem brał także udział - jako jedyny na świecie nienaukowiec - w opracowywaniu koncepcji międzynarodowego programu naukowego SETI (Search for Extraterrestrial Intelligence), mającego na celu poszukiwanie form inteligentnego życia poza Ziemią. Wszystkie te konfrontacje ze światem nauki potwierdziły niewiarygodną szerokość wiedzy Lema, jego wyjątkową przenikliwość i zaskakującą trafność w konstruowaniu długofalowych prognoz cywilizacyjnych (np. w zakresie kierunków ewolucji sztucznej inteligencji, inżynierii genetycznej, bioinformatyki, koncepcji cyberprzestrzeni i wirtualnej rzeczywistości, a nawet technologii wojskowych).
Już w kilka lat po debiucie Lem stał się jednym z najpopularniejszych, a wkrótce też najwybitniejszych polskich pisarzy XX i XXI wieku. Jego twórczość doczekała się niezliczonej ilości przekładów (ponad 900 wydań) i przez ponad pół wieku stanowiła wyzwanie i inspirację dla każdego, komu bliskie były pytania o przyszłość świata, o perspektywy rozwoju podstawowych gałęzi nauki i technologii, o szanse penetracji kosmosu, o sposób wykorzystania wiedzy ludzkiej dla zmiany ziemskiego środowiska i samego gatunku ludzkiego.
Lem zadebiutował w 1946 roku jako poeta na łamach "Tygodnika Powszechnego", zaś jako prozaik w "Nowym Świecie Przygód". Od tego momentu rozpoczęła się jego droga pisarska. W krótkim czasie zdobył pozycję lidera światowej science fiction, a zarazem w zdumiewający sposób rozbudował swoją wiedzę na wielu polach nauki. Niczym intelektualny buldożer, z zadziwiającą łatwością przeorywał wszystkie możliwe dziedziny poznania. Wypowiadał się (także w gronie specjalistów) na tematy historyczno- i teoretycznoliterackie, językoznawcze, filozoficzne, psychologiczne, astronomiczne, ekonomiczne, medyczne; pisał o cybernetyce, fizyce, matematyce, teorii gier, logice, statystyce, genetyce i kontaktach międzygalaktycznych; zajmował się estetyką, historią, teorią kultury, futurologią, socjologią, informatyką, chemią, krystalografią, związkami między obyczajowością erotyczną i osteologią, biologią i zachowaniem się polarników, technologią i polityką, metafizyką i teologią, psychotroniką i polityką, okultyzmem i informatyką...
Dzieła prozatorskie i eseistyczne Lema wykraczają poza problemy i horyzonty charakterystyczne dla polskiej literatury. Pisarz, który najaktywniejszą część swojego życia związał z krajem, nigdy nie dał się zepchnąć do polskiego grajdołu, pozostając kompletnie nieczułym na literackie mody, środowiskowe owcze pędy czy narodowe zaczadzenia. Kokietowany przez komunistyczne władze, zachował duchową niezależność, czego dowody dał już w 1954 roku, dokonując pionierskiej, miażdżącej analizy systemu w tomie "Dialogi". W latach 70. i 80. publikował w paryskiej "Kulturze" i w prasie niezależnej. Wyprowadzony z równowagi wprowadzeniem stanu wojennego, wyjechał z kraju i przebywał przez kilka lat w Berlinie Zachodnim jako stypendysta Institute for Advanced Studies (1982 - 1988), później zaś w Wiedniu. Jego międzynarodowy autorytet spowodował, że przypadła mu wówczas rola obywatela świata, gościa prestiżowych instytucji naukowych, a nie zagubionego polskiego emigranta. Powróciwszy po okrągłym stole do kraju, nadal pozostawał niewrażliwy na pokusy politycznej doraźności i środowiskowych mód, choć niejednokrotnie dawał upust swej pasji polemicznej i cierpko wypowiadał się na temat sytuacji w kraju.
Lem przeszedł w swej twórczości drogę od tematyki współczesnej ("Szpital Przemienienia"), poprzez pełną niespodzianek i dramaturgicznych napięć fantastykę eksploracyjną ukazującą najpierw potęgę geniuszu ludzkiego, ruszającego na podbój kosmosu ("Astronauci", "Obłok Magellana"), potem zaś jego ograniczoność w zderzeniu z narastającymi przeciwnościami, tajemnicami świata i własną niedoskonałością ("Solaris", "Niezwyciężony"). Kolejnym etapem jego pisarskiej ewolucji stały się powieści, które w coraz bardziej erudycyjny, ale i posępny sposób pokazywały złożoność uniwersum ("Głos Pana") i rzeczywistości społecznej ("Pamiętnik znaleziony w wannie"), zwątpienie w możliwości rozumu i dobrą wolę człowieka ("Fiasko", "Prowokacja"). Dlatego już na przełomie lat 60. i 70. akcja i przygoda zaczęły ustępować miejsca intelektualnym sposobom opisu zagadek świata, literatura coraz mocniej wypierana była przez esej oraz traktat filozoficzny ("Summa technologiae", "Filozofia przypadku", "Fantastyka i futurologia", "Rozprawy i szkice"), humanistyczny optymizm nieuchronnie zaś wypierały wnioski katastroficzne. O ile wcześniej Lem dbał o przyjemność czytelnika, opakowując swoje scjentystyczne koncepcje w literackie kostiumy (fabuły, sensacji, przygody, bajki, groteski itd.), o tyle w latach 80. zaczął traktować cały ten sztafaż z pewną surowością. Wyjątek uczynił jedynie dla języka, który - choć został wprzęgnięty w wehikuł eseistyki - zachował swą dawną barwność i soczystość.
Ostatnią fazę twórczości pisarza wyznaczają utwory, w których do głosu doszła jego - nacechowana publicystyczną pasją - potrzeba wypowiadania się na tematy bieżące. Powstałe po 1989 roku eseje i felietony zdradzają autentyczną troskę o cywilizacyjno-duchowy dorobek człowieka, wyrażają żywy niepokój o jego przyszłość ("Sex Wars", "Tajemnica chińskiego pokoju"). Nie ulega wątpliwości, że ten wykazujący już wcześniej pewne cechy mizantropa pisarz, doczekawszy kresu XX wieku, poczuł się rozczarowany. Poznawszy w czasach młodości na własnej skórze zbrodnicze możliwości dwóch totalitaryzmów, miał szczęście dożyć ich agonii, ale nie było mu dane ujrzeć tego, na co zawsze liczył: wielkiego zrywu ludzkości na rzecz globalnego pokoju oraz przymierza uczonych i rządów w walce o przyszłość planety. Z przykrością i rosnącą z roku na rok irytacją musiał przyglądać się tym samym co zawsze grzechom ludzkości: wszechobecności śmierci i zniewolenia, cynizmowi agresorów i zbrodniczej hipokryzji narodów pilnujących pełnego brzucha, lejącej się z mass mediów Niagarze głupoty i moralnego permisywizmu, niewybaczalnej ślepocie i deprawacji polityków, uczonych, autorytetów religijnych i moralnych, a nawet proroków. Patrząc na stosy zapisanych własną ręką - ku nauce i przestrodze - papierów, pisarz dochodził bez wątpienia do przykrego wniosku, że mówił na darmo. Dlatego stracił w ostatnich latach ochotę na cieniowanie słów i opinii, przemawiając z coraz większą gwałtownością i goryczą.
Trudno być Kasandrą, zwłaszcza pomiędzy swymi. Gdy widzi się jaśniej i dalej niż inni, rodzi się dramat niezrozumienia i odtrącenia; gdy ma się do zakomunikowania swym współczesnym rzeczy przykre, trudno liczyć na ich wdzięczność; gdy to samo mówi się od półwiecza i zawsze w głuchą pustkę, trudno nie dojść do wniosku, że rzuca się perły przed wieprze (mówił to Lem wielokrotnie). By przebić się przez tę ścianę, pisarz starał się mówić na różne sposoby, mieszając - podobnie jak Witkacy - konwencje, języki, style i gatunki wypowiedzi. Niestety, im był starszy, tym mocniej uświadamiał sobie, że "głównym zagrożeniem dla człowieka jest sam człowiek". Dlatego też zrezygnowany wyznawał: "Stojąc w obliczu naszej cywilizacji, czuję się jak nad łożem bardzo ciężko chorego. Cóż tutaj mogą zrobić lekarze? Przede wszystkim należy zawołać księdza i przedsiębiorcę pogrzebowego".
p
filozof, publicysta
Wiele z wizji przedstawionych w książkach Stanisława Lema ziściło się lub ziszcza na naszych oczach. Przede wszystkim - wizja wirtualnej rzeczywistości. W ciągu paru ostatnich lat internet dał nam dodatkową przestrzeń społecznej interakcji i stworzył możliwość budowania alternatywnych, niematerialnych wspólnot. Dzięki sieci możemy żyć życiem bardzo odmiennym od tego, do jakiego zmusza nas rzeczywistość.
Cyberprzestrzeń stwarza szansę wyzwolenia człowieka z podstawowego ograniczenia ludzkiej kondycji - faktu, że nasze życie składa się z nieodwracalnych czynów i niepowtarzalnych zdarzeń. Realne i jedyne możliwe życie staje się tylko jedną z wielu alternatyw - taką przynajmniej iluzję stwarza cyberprzestrzeń.
Kult cyberprzestrzeni jest kontynuacją gnostyckich tęsknot za ucieczką od ciała. Cybernauci starają się uwiecznić wąziutki strumyk świadomości, najpłytsze ze wszystkich naszych wrażeń. Wierzą, że odrzuciwszy delikatne i słabnące ciało, umysł zdobędzie życie wieczne. Możliwości dokonania tego zostały opisane przez Lema w "Summa technologiae" na długo przed powstaniem internetu, w roku 1964.
Lem przedstawił w tej książce maszynę generującą rzeczywistość wirtualną, pozwalającą na opuszczenie rzeczywistego świata i wejście w symulowane otoczenie, które można dowolnie wybrać. Dzięki Fantomatowi nasze delikatne organizmy, które w normalnych warunkach żyją tylko raz, zyskują możliwość nieskończonego życia w dowolnie wybranej postaci. Fantomat oferuje więc upragnione mistyczne wyzwolenie - oderwani od śmiertelnych ciał, możemy w nieskończoność wędrować po cyberprzestrzeni.
Lem zauważył jednak, że im bardziej realistyczny jest świat generowany przez maszynę, tym bardziej stajemy się więźniami naszej wyobraźni. Jako cielesne jednostki mamy do czynienia ze światem, który znamy tylko w części i który istnieje niezależnie od naszych pragnień. Wirtualne światy, które spotykamy w Fantomacie, są tymczasem czysto ludzkimi, subiektywnymi tworami. W światach, które powstają z naszych snów, nic naprawdę nie istnieje. A skoro tak, to nic nie ma w nich żadnego znaczenia.
Lem nie był osamotniony w swoich obawach, że ludzkość mimo wszystko może wybrać wirtualne światy Fantomatu. Film "Matrix" pokazuje nam świat, w którym generowane przez komputer wirtualne otoczenie pozwala utrzymać kontrolę nad ludźmi.
Jego mieszkańcy wierzą, że wszystko dzieje się naprawdę. Wydaje im się, że wiodą normalną ludzką egzystencję - pracują, bawią się, toczą wojny i uprawiają seks. Tak naprawdę zaś pływają w podobnych do kokonów kadziach, podłączeni do maszyny, która za pomocą programu komputerowego generuje ich przeżycia. Jest w "Matriksie" scena, w której jeden z bohaterów, Cypher, wybiera - tak jak obawiał się tego Lem - życie pełne przyjemnych iluzji zamiast niepewności działania poza programem. Jest gotów bronić swojego wyboru. "Ja wiem, że ten stek nie istnieje. Wiem, że kiedy wkładam go do ust, Matrix mówi mi, że jest soczysty i smakowity... I wiesz, co sobie uświadamiam? Ignorancja to błogosławieństwo".
Obawy Lema i braci Wachowskich mają solidne podstawy. Nie chodzi tylko o cybermaniaków, którzy wolą internet od rzeczywistości. Dużo ludzi należących do zamożnej większości w krajach Zachodu dokonuje tego samego wyboru, co Cypher. Decydują się żyć w wirtualnym świecie stworzonym przez media, doskonale zdając sobie sprawę, iż jest on iluzją. Nie chodzi mi tu tylko o "reality shows", które pozbawiają nasze codzienne działania szeregu rzeczy zazwyczaj je wypełniających - między innymi dojazdów do pracy, spłacania długów, wychodzenia z choroby.
Zwróćmy uwagę na pokazywane w mediach reportaże wojenne. Wiemy, że osierocenie, kalectwo i psychiczne blizny trwają przez całe pokolenia po oficjalnym końcu wojny. Nie chcemy jednak, by przypominano nam o tych rzeczach. Szanujemy reporterów, którzy nalegają, by opisywać powojenne realia, ale wzdychamy po cichu z ulgą, przechodząc do następnego prezentowanego tematu. W ten sposób unikamy bólu wywołanego zbyt dużą dawką rzeczywistości i podtrzymujemy wirtualny świat, który wolimy zamieszkiwać.
Analogia między Fantomatem a światem mediów sugeruje istnienie związku między twórczością Lema a teoriami Jeana Baudrillarda. To podobieństwo jest jednak odległe, a Lem na tle francuskiego socjologa jest intelektualistą bardziej ostrożnym i wyrafinowanym. Według Baudrillarda ekspansja mass mediów sprawiła, że świat stał się systemem symulakrów. Symulakry - przypomnijmy - zostały stworzone przez człowieka jako znaki mające odzwierciedlać realny świat i pomagać w jego opisaniu. Okazały się jednak o wiele lepiej ustrukturyzowane od anarchicznej i niefunkcjonalnej rzeczywistości, którą szybko wyparły, stając się jedynym punktem odniesienia.
Ta dramatyczna wizja jest zbyt radykalna. Ludzie mogą przedkładać świat przedstawiany w mediach ponad ten, który widzą na ulicy - tak samo, jak mogą chcieć pozostać w Matriksie lub Fantomacie. Media są jednak dalekie od tego, by stać się którąkolwiek z tych maszyn generujących wirtualną rzeczywistość. Istnieje ciągle zbyt wiele zależności i więzi, które łączą je z materialną rzeczywistością.
Baudrillardowskie opisanie świata okazuje się w paradoksalny sposób równie nieadekwatne, co krytykowane w nim symulakry. Lem uniknął tej pułapki, umieszczając swoje wizje w czysto hipotetycznym środowisku, przypominającym zresztą inne antyutopie. Ponieważ był oświeceniowym racjonalistą i ateistą, jego ostrzeżenia są o wiele bardziej wartościowe niż te formułowane przez humanistów i teologów, którzy chcieli uchronić nas przed zatratą duszy. Lem dostrzegał coś więcej - konsekwencje brania rozumu zbyt poważnie.
Trzeba pamiętać, że idee Lema nie są rewolucyjne. Nie tylko gnostycy kwestionowali zależności między wyobraźnią a percepcją. Idea, że rzeczywistość jest iluzją, podczas gdy iluzja jest rzeczywistością, pojawiała się w wielu miejscach i w różnych czasach, począwszy od starożytnego buddyzmu, a kończąc na XVIII- i XIX-wiecznej literaturze. Współczesna technologia cyfrowa pozwoliła nam jednak traktować marzenia i iluzje jak twory człowieka. Ten pomysł, wyrażony w "Summa technologiae" i "Matriksie", jest bardzo niepokojący, ale na szczęście mało prawdopodobny. Wirtualne środowiska, które staną się w przyszłości możliwe do utrzymania dzięki użyciu coraz bardziej zaawansowanych programów komputerowych, mogą być bardziej realistyczne niż cokolwiek, co dziś możemy stworzyć lub nawet sobie wyobrazić. Nigdy nie pozwolą jednak ludzkości zupełnie oderwać się od ziemi. Żaden komputer nie stworzy nigdy samoutrzymującego się wirtualnego świata. Sen o ludzkości spędzającej wieczność w cyberprzestrzeni jest tylko koszmarem.
Istnieje parę powodów, dla których maszyny kreujące wirtualną rzeczywistość skazane są na ostateczną porażkę. Po pierwsze, wszelkie wirtualne środowiska muszą mieć konkretną materialną podstawę. W oszałamiających scenach kung-fu, którymi usiany jest film "Matrix", nic nie jest niemożliwe. Postaci ludzkie wyczyniające te fikołki są reprodukowalnymi w nieskończoność symulakrami, a nie materialnymi istotami. Jednak Matrix sam w sobie jest rzeczą materialną, programem zapisanym w plątaninie kabli i plastiku. Jest wystawiony na zużycie części i awarie. W konsekwencji wirtualne środowisko przez niego wytworzone może odnawiać się w nieskończoność, ale on sam prędzej czy później ulegnie działaniu czasu i losu. W programie zagnieżdżą się anomalie, a Matrix zostanie zainfekowany błędami. Tworzone przez niego wirtualne światy przestaną być doskonałe.
Fantomat, tak jak Matrix, jest ludzkim wynalazkiem, delikatną konstrukcją niebezpiecznie ulokowaną w niestabilnym materialnym świecie. Nawet jeśli zawiadująca nim sztuczna inteligencja daleko wykroczyła poza ludzkie ograniczenia, symulowany świat jest koniec końców produktem wiedzy człowieka. Nie może uciec od skończoności i niedoskonałości wynikłych z jej zwierzęcych korzeni. Nieuchronnie zawierać będzie błędy i zakłócenia. Nasz obraz świata jest atrapą, która powstała, by pomóc nam w zwierzęcej walce o przetrwanie. Możemy być pewni, że zawiera błędy, których nigdy nie odkryjemy.
Być może sztuczna inteligencja, którą pewnego dnia wynajdziemy, rozwinie się tak dalece, że zdąży przezwyciężyć te strukturalne słabości. Jednak nawet jeśli tak się stanie, wygeneruje ona swoje własne błędy, które zainfekują tworzone przez nią wirtualne światy. Każdy generator wirtualnej rzeczywistości będzie zawierać ślady ziemskiego pochodzenia, które muszą zakłócić doskonałość tworzonych przezeń światów. To właśnie te nieusuwalne niedoskonałości czynią Lemowską wizję doskonałej nierzeczywistości nierzeczywistą samą w sobie.
p
pisarz
Twórczość Stanisława Lema cieszyła się w ZSRR ogromną popularnością, szczególnie w latach 60. i 70. W tamtych czasach ciężko byłoby znaleźć przedstawiciela inteligencji, który nie czytałby jakiejś książki polskiego pisarza. Dzieła Lema były przedmiotem dyskusji, czytano je po wiele razy, cytowano ich fragmenty. Sięgając po jakikolwiek artykuł z dziedziny futurologii, z dużym prawdopodobieństwem można było natknąć się na odsyłacze do "Summa technologiae". Z perspektywy minionych lat może się wydawać, że w żadnym innym kraju nie wydawano Lema w takich ilościach i z taką korzyścią dla czytelnika, co w Rosji. Autora "Solaris" przyjmowano u nas jak tytana XX wieku, kogoś formatu Fran?ois Rabelais'go czy Jonathana Swifta. Widziano w nim wielkiego wizjonera, a zarazem erudytę i konsekwentnego Nosiciela Rozumu.
Stanisław Lem zdominował polską fantastykę. Zdaje się, że całkowicie przesłonił innych polskich twórców tego gatunku - w każdym razie tak to wygląda z zewnątrz. Jednocześnie nie przypominam sobie jakichkolwiek krytycznych opinii dotyczących Lema w publikacjach rosyjskich z czasów Związku Radzieckiego. Podejrzewam, że radzieccy urzędowi literaturoznawcy - tak skandalicznie stronniczy wobec rodzimej fantastyki - skazani byli na "pielęgnowanie" polskiego pisarza, z racji tego, iż był on "wybitnym przedstawicielem bratniej socjalistycznej literatury".
Dzisiaj nierzadko możemy usłyszeć czy przeczytać o Lemie, że był prorokiem. Uważam, że żadnych konkretnych wydarzeń i zjawisk przewidzieć nie można. Możemy natomiast mówić o Duchu Czasu, który Lem antycypował. I w tym sensie wszyscy żyjemy "według Lema", często tego nie pojmując i nawet nie odczuwając. Jesteśmy pogrążeni w jego świecie "okrutnych cudów" i z upływem każdego roku pogrążamy się w nim coraz bardziej. Ów Duch Czasu jest bardzo trudny do określenia, charakteryzuje się mnóstwem paradoksów. Mamy tutaj resztki wiary w cuda nauki i techniki, a zarazem rozczarowanie nimi. Mamy namiętne dążenie do wolności, które kończy się ponownym zaprzęgnięciem w niewolę idei - religijnej, społecznej czy politycznej. Mamy przypływy najszlachetniejszego altruizmu i zarazem pierwotnego egoizmu przechodzącego w egocentryzm. Atmosfera ta kształtuje Ducha Czasu, rodzi poczucie braku stabilności, poczucie, że każdy społeczno-ideowy zwrot w najbliższej przyszłości jest możliwy.
Odejście Stanisława Lema skłania do zastanowienia nad historią literatury science fiction ostatniego półwiecza. Przy okazji można dokonać porównania między książkami tego gatunku, które powstawały na Zachodzie i w dawnych krajach bloku wschodniego. Na Zachodzie nie było ideologicznej cenzury i w oczywisty sposób można było pisać o czymkolwiek. Tymczasem w krajach socjalistycznych funkcjonował - jak wiadomo - dość obszerny katalog zakazanych tematów i idei. Nie wolno było podejmować np. problematyki wojny światowej albo "macierzystych znamion socjalizmu". Ale i o przyszłości należało pisać z olbrzymią ostrożnością.
Na przestrzeni ostatnich 15 lat rosyjska literatura fantastyczna w istotnym stopniu się zmieniła. Została uwolniona spod jarzma cenzury i teraz różni się od światowej science fiction chociażby tym, że ma za sobą wywodzącą się z XIX stulecia tradycję: zwiększone zainteresowanie ludzką psychologią, ogólne ukierunkowanie charakterystyczne dla nauk humanistycznych, demokratyzm przenikających ją idei. Wszyscy - a przynajmniej najlepsi z nas - wyrastamy z "Płaszcza" Nikołaja Gogola. Tylko potężny zalew komercyjnej literatury fantasy psuje ten wizerunek.
Nie można dziś uciec od pytania o to, jakie zjawiska staną się w najbliższym czasie przedmiotem zainteresowania autorów literatury fantastycznej. Wymieniłbym tu: nadchodzący kryzys energetyczny połowy XXI wieku, niebezpieczeństwo rozłamu ludzkości na sytą mniejszość i poszkodowaną resztę, problemy demograficzne, nieuchronne konsekwencje rewolucji genetycznej, a przede wszystkim nieoczekiwane i nieprzewidywalne zagrożenia.