(1891 - 1938)
Poeta, prozaik, tłumacz. Urodził się w Warszawie, zmarł w łagrze Wtoraja Rieczka koło Władywostoku. Jeden z najważniejszych głosów w poezji XX w. W młodości, obok Mikołaja Gumilowa i Anny Achmatowej, należał do filarów grupy poetyckiej Cech Poetów, był zarazem jednym z teoretyków akmeizmu, kierunku będącego reakcją na wyjałowienie symbolizmu. We wczesnych wierszach ściśle realizuje własne założenia teoretyczne: "symbolistycznemu mistycyzmowi i irrealności przeciwstawia realny byt, piękno ziemskiego życia". Niestety, napisany w 1913 roku manifest "Świt akmeizmu" ujrzał światło dzienne dopiero w 1918 roku, kiedy drogi twórcze tych trzech wybitnych indywidualności poetyckich coraz bardziej się rozchodziły. W 1921 roku żeni się z Nadieżdą Chaziną, która w dużej mierze przyczyniła się do ocalenia późnych wierszy męża, ucząc się ich na pamięć. Jej wspomnienia, m.in. najbardziej znana "Nadzieja w beznadziejności", są niezastąpionym źródłem wiedzy o porewolucyjnych losach poety. W 1934 roku zaczyna się najczarniejszy okres jego życia. Odczytany w gronie dziewięciu osób wiersz o Stalinie "Żyjemy tu nie czując pod stopami ziemi", stał się powodem donosu, w wyniku którego Mandelsztam został aresztowany i skazany na trzy lata zesłania, najpierw do Czerdynia, potem do Woroneża, gdzie, pozbawiony środków do życia, w upokarzających warunkach bytowych, znerwicowany, po nieudanej próbie samobójczej, osiągnął akme, czyli szczyt swojej twórczości.
p
* * *
Nie słuchałem opowieści Osjana
I nie wiem, jak smakuje stare wino -
Dlaczegóż mnie zwiduje się polana
I krwawy księżyc nad szkocką krainą?
I zwoływanie się kruka i harfy
W złowieszczej ciszy, zda się, słychać nocą
I rozwiewane przez wichurę szarfy
Orszaku zbrojnych w poświacie migocą!
Błogosławioną spuściznę zyskałem -
Błędne rojenia obcych mi pieśniarzy;
Nudnym sąsiedztwem, pokrewieństwem całym
Możemy gardzić i lekce je ważyć.
Niejeden skarb na ziemi tej, być może,
Minąwszy wnuki, na prawnuki przejdzie
I jakiś skald znów cudze pieśni złoży
I jako własne rozgłosi je wszędzie.
1914
* * *
Jak owce, biadającą rzeszą
Eurypidesa starcy gnali.
Przez las wężową ścieżką śpieszę,
A w sercu ciemna krzywda pali.
Ale ten czas już niedaleki -
Postrząsam swoje utrapienia,
Jak chłopiec w wieczór piach znad rzeki
Wytrząsa z butów i odzienia.
1914
* * *
Chłód mnie przenika. Przeźroczysta wiosna
W zielony puch Petropol przyodziewa,
Lecz, jak Meduza, ponura i groźna
Lekką odrazą mnie napawa Newa.
A po bulwarze nad rzeką Północy
Śmigają auta jak świetliki w nocy,
Fruwają ważki i chrząszcze stalowe
I gwiazd migoczą szpile złotogłowe.
Lecz nie zabiją gwiazdy z firmamentu
Ciężkich szmaragdów morskiego odmętu.
1916
* * *
My w Petropolu przejrzystym umrzemy,
Gdzie władzę ma nad nami Prozerpina.
W każdym westchnieniu wiew śmierci pijemy
I każda chwila to śmierci godzina.
Sroga bogini, pani mórz jedyna,
Zdejmij, Ateno, groźny hełm kamienny.
My w Petropolu przejrzystym umrzemy -
Nie ty królujesz tu, a Prozerpina.
1916