Zdaniem Jakowa Krotowa Watykan prowadzi "monachijską" politykę wobec Cerkwi prawosławnej. Wspomaga ją finansowo, przymykając jednocześnie oczy na prześladowania i ograniczanie swobód religijnych w Rosji. Hamuje także rozwój oddolnych inicjatyw w obrębie na przykład Kościoła greckokatolickiego. Jest to - zauważa Krotow - element szerszego kursu (wspieranego przez nowego papieża), który cofa zmiany zapoczątkowane w epoce Soboru Watykańskiego II.
p
W Rosji najwięcej emocji wywołuje "monachijski" komponent polityki Watykanu. Chodzi tu o udobruchanie patriarchatu, przyzwolenie na jego ekspansję w Europie Zachodniej, płacenie swego rodzaju daniny za możliwość pokojowego współżycia z nim. Oszacowano, że w latach 90. rozmaite fundacje katolickie przekazały patriarchatowi setki milionów - może nawet powyżej miliarda - dolarów. Wielu europejskich sponsorów patriarchatu zaprzestało udzielania mu pomocy jeszcze w połowie poprzedniej dekady, gdyż przekonało się, że pieniądze są wydatkowane niezgodnie z ich przeznaczeniem. Watykan natomiast pomoc kontynuował. Polityka ta przypomina działania niektórych misjonarzy zagranicznych w Rosji, którzy przez swoich adwokatów szczodrze sponsorują urzędników państwowych, a nieraz i tenże patriarchat, byleby tylko mieć możliwość korzystania z konstytucyjnego prawa do wolności sumienia. W Rosji, jak wiadomo, żeby zaistnieć, trzeba płacić łapówki.
Można tak to ująć. A przecież prześladowania na tle religijnym były i są dla wszystkich obiektywnych obserwatorów czymś oczywistym. Tymczasem w lutym 2006 roku nuncjusz papieski w Rosji wyraził zdecydowane votum separatum wobec raportu amerykańskiego Departamentu Stanu na temat wolności religijnej, a konkretnie części dotyczącej Rosji. To oczywiście osłabia pozycję społeczności zachodniej i wzmacnia pozycję Moskwy.
Polityka Watykanu wobec patriarchatu moskiewskiego jest jedynie niewielką częścią całości. Chodzi tu o zapoczątkowany przez Pawła VI kurs na likwidację nowego - które się pojawiło w Kościele na początku lat 60. Następuje wycofywanie się ze zmian, jakie nadeszły wraz z pontyfikatem Jana XXIII. Realizacja tego kursu przebiega w poszczególnych krajach różnie: w USA mało zdecydowanie, w Rosji i krajach Trzeciego Świata - bardzo zdecydowanie. Na gruncie takiej polityki prawosławni traktowani są jak nieposłuszni i barbarzyńscy schizmatycy. Jeszcze za pontyfikatu Jana Pawła II kardynał Ratzinger zdezawuował pojęcie "siostrzanego Kościoła", ogłaszając, że podmiotem w relacjach z prawosławiem ze strony katolickiej jest nie Kościół powszechny, lecz oddzielne diecezje. W takim kontekście wszelkie, najbardziej przyjazne relacje Watykanu z Moskwą przeradzają się w bardzo przyjazne negocjacje europejskiego misjonarza z kacykiem barbarzyńskiego plemienia. Prawdziwym celem tych negocjacji staje się głoszenie prawdy poddanym bezrozumnego, lecz wciąż zbyt silnego wodza.
To jest zawsze dialog nie między religiami, lecz między przedstawicielami religijnej nomenklatury. Rezultat jest taki sam jak w pierestrojce: korony drzew szumią, a na dole cisza.
Do rangi symbolu urasta tutaj stosunek Watykanu do tych prawosławnych, którzy w ślad za rosyjskim myślicielem religijnym XIX stulecia Władimirem Sołowjowem uważają, że jedność z Rzymem - przy zachowaniu własnej tysiącletniej tradycji - jest dla prawosławnej tożsamości niezbędna. Watykan zlikwidował "projekt Sołowjowa", zamieniając go na doraźny projekt "rosyjskiego grekokatolicyzmu".
Sołowjow zakładał - zgodnie zresztą z nauczaniem Cerkwi prawosławnej i w duchu Soboru Watykańskiego II - że jedność Kościoła osiąga się nie poprzez negocjacje wyższych urzędników kościelnych, lecz poprzez ruchy oddolne. To nie jest odgórnie zaprowadzana jedność "tradycji narodowych", ale porozumienie łączące konkretnych ludzi. Tymczasem na terenie Rosji Watykan dopuszcza jedynie takie wersje grekokatolicyzmu, które wykluczają wszelkie formy samodzielności laikatu oraz duchowieństwa parafialnego. Zakazane są natomiast różnorakie formy wspólnotowej aktywności wiernych, cieszące się - na razie - przyzwoleniem Watykanu na Zachodzie.
Moim zdaniem istotnym czynnikiem jest to, że Benedykt XVI rewiduje osiągnięcia Soboru Watykańskiego II. Dotyczy to chociażby pojmowania wolności jednostki. I tak 8 maja tego roku na forum UNESCO miało miejsce wystąpienie przedstawiciela Watykanu, Francesca Frollo. W sporze o "duńskie karykatury" stanął on po stronie fundamentalistycznego islamu i obwieścił, że swoboda wypowiedzi powinna być przez ustawodawstwo ograniczona ze względu na dobro ogólnospołeczne, bo w przeciwnym razie będzie się ona sprowadzać jedynie do "wyrażania partykularnych interesów".
Pragnę podkreślić jedno: współczesność nie jest grzechem, nie jest niczym przeciwnym Bogu. Wyzwala ona wręcz człowieka z "roju", z patriarchalnych struktur, z bezosobowego kolektywu - religijnego, kulturowego, społecznego, narodowego. Owszem, chrześcijanie stają dzisiaj przed wieloma wyzwaniami, zwłaszcza w sferze relacji z drugim człowiekiem. Jest to szczególnie wyzwanie dla tych, którzy postrzegali do tej pory świat w kategoriach manichejskich, dzieląc ludzi na świętych i grzeszników, "wiernych" i "niewiernych".
Utopistami są ci, którzy pragną cofnąć świat do średniowiecza. Ale tego się już nie da zrobić. Co do Kościoła jako instytucji trzeba podkreślić jedno: to nie człowiek jest dla struktur, ale struktury dla człowieka. Żadna z ziemskich instytucji nie pozostaje nieomylna. Dlatego zbawienie jest możliwe pomimo "struktur kościelnych". W przeciwnym razie ofiary inkwizycji znalazłyby się w piekle, a inkwizytorzy-oprawcy w niebie. W tej sytuacji - jak pisał o tym Dostojewski w "Legendzie o Wielkim Inkwizytorze" - sam Chrystus trafiłby w niewolę Torquemady. Powszechność Kościoła nie polega na tym, że człowiek ma mieć możliwość znalezienia świątyni chrześcijańskiej w każdym zakątku świata. Tak naprawdę chodzi tylko o to, by w każdej duszy mógł uobecniać się Chrystus.
p
, ur. 1957, rosyjski historyk Kościoła, publicysta, kapłan Apostolskiej Cerkwi Prawosławnej, która wywodzi się z nielegalnej w czasach radzieckich Cerkwi katakumbowej. Uczeń i duchowy spadkobierca ojca Aleksandra Mienia - charyzmatycznego duszpasterza, teologa zaangażowanego w dialog ekumeniczny, który został zamordowany przez "nieznanego sprawcę" w roku 1990. Redaktor kwartalnika "Kontinent".