(1898 - 1956)
Wywarł znaczący wpływ na powojenną lirykę niemiecką i światową. Mroczna ballada uliczna, inspirowany Villonem song, wielostroficzny wiersz dotyczący doświadczenia zbiorowego i miłosny epigramat współtworzą specyficzną, inspirującą dykcję poetycką. Współistnieje ona z przeżyciem i refleksją poety emigranta; w wielu wierszach jej walory niweczy jednak intencja ideologiczna zaangażowanego komunisty. Brecht - zwłaszcza jako mistrz wiersza lakonicznego - znalazł następców w powojennej generacji poetów niemieckich. Szersza prezentacja twórczości lirycznej i sylwetki Brechta w "Literaturze na Świecie" nr 5-6/2006.
p
1
Ja, Bertolt Brecht, jestem z czarnych lasów.
Gdy w ciele matki tkwiłem jako płód
Przyniosła mnie do miast. Dopóki nie sczeznę
Będzie we mnie czarnych lasów chłód.
2
Od początku na śmierć opatrzony wszelkim
Sakramentem, w asfaltach miasta mam swój świat:
Gazety. I tytoń. I brandy. Jestem
Nieufny, gnuśny, a na koniec rad.
3
Dla ludzi miły jestem. Wkładam
Sztywny kapelusz obyczajem tych
O których mówię: zwierzęta. Dziwnie pachną.
I mówię: nie szkodzi, jestem jednym z nich.
4
Na pustych bujakach w południe
Posadzę sobie czasem kilka pań.
Patrzę na nie beztrosko i mówię:
Macie we mnie faceta, lecz nie liczcie nań.
5
Pod wieczór gromadzę tu mężczyzn
Zwracamy się do siebie słowem "gentleman".
Kładą mi stopy na stołach i mówią:
Będzie lepiej. Nie pytam o miesiąc i dzień.
6
Nad ranem, o szarości, szczają jodły
Zarobaczone ptactwem, co podnosi krzyk.
O tej porze, nim nerwowo zasnę
W mieście ciskam niedopałek i wychylam łyk.
7
Tkwiliśmy, nieważkie pokolenie, w domach
Żadna moc, mówiono, nigdy ich nie zmoże
(Tak stawialiśmy każdy długi kloc na wyspie Manhattan
I cienkie anteny, co bawią Atlantyckie Morze).
8
Z tych miast zostanie: kto przeszedł je skroś, wietrzny gość!
Szczęśliwiec, co dom pustoszy: po nim puste szklanki.
My będziemy tu tylko krótko dość
To wiemy, a po nas: nic godnego wzmianki.
9
Kiedy nadejdą trzęsienia ziemi, obym nie pozwolił
By mi przez gorycz żar virginii zgasł
Ja, Bertolt Brecht, do asfaltowych miast rzucony
Z czarnych lasów w łonie matki w tamten czas.
[1921]
Śliwa od podwórza
Aż dziw, jak nieduża.
Kratą opasana
By nikt jej nie złamał.
Mała zostanie mała
Choć urosnąć by chciała.
Lecz na nic pragnienia
Za dużo tu cienia.
Śliwa bez śliw to dziw
I rzecz nieoczywista
A jednak należy do śliw
Poznać to po listkach
[1939]