Poeta, prozaik, eseista. Tłumacz poezji angielskiej i amerykańskiej. Debiutował w 1957 roku tomem wierszy "Świat niestworzony". Autor dwudziestu kilku książek - ostatnio "Być i nie być" (1993), "Jeden znak" (1994), "Anglosaskie muzy" (1996), "Czasy i chwile" (1998), "Niektóre stronice" (2004). Na stałe współpracuje z wychodzącym w Krakowie dwumiesięcznikiem "Arcana". Należy do Pen Clubu, był członkiem ZLP, a później współzałożycielem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Laureat m.in. Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
p
1
Oto jak bez ssaków
co się zżarły wzajem
w ogniu i zamęcie
(wśród zgliszcz i popiołów
ich szkielety nagie)
już po odlocie ocalonej Reszty
co drzewom wszczepić zdążyła
zarodki szarych komórek -
z hukiem i skomleniem
ostała się Ziemia.
Białe obłoki przepływają
nad spalonymi skrzydłami ptaków
strzeliste topole polatują w przestrzeni
a brzozy białoskóre
z chmury wędrują na chmurę
i tylko dęby które wyrwać chce wicher
wczepiają się w ziemię pazurami korzeni
spopielałe kwiaty do traw mówią sczerniałych:
"Byłyśmy róże płomienne malwy uparte
azalii barwne teatry"
osty przepraszają że jałowe niestety
Odtąd makówki nabrały rozumu
z macierzystych tkanek od wyschniętych mózgów
tych którzy za horyzontem zniknęli
gdy nawet wilki i koty
straciły do życia ochotę
2
Zieleni się niebo od drzew z pęt wyzwolonych
rośliny szumią szelestnie na wietrze
w zmiennych barwach pór roku
niezmiennych odwiecznie
w ciszy kojącej bez maszyn wszelakich dokoła
nad wymarłymi miastami
dryfują anioły palm i modrzewi
zrzuciwszy z siebie drapieżne kondory i sępy
w fajerwerkach piór kolorowych agonalnej glorii
do podnóży świątyń podniebnych sekwoi
i tylko żywioł pomniejszy drozdów kardynałów kosów
zawodzi swe trele w harmiderze papug jaskrawych
i chmar polnej braci: owadów dźwięczne brzęczenie
kopulantów wytrwałych obdarzonych niewiedzą
początku i końca snuje swoje da capo
wielkie motyle na liściach siadają i kwiatach
rozkładają skrzydeł delikatne uszy
by na częstotliwościach fal najsłabszych słuchać
gdy swoje solo komar nuci
3
Fale oceanu szemrzą brzegom dziewiczym
wodami srebrzystymi od blasku księżyca
i ryb lśniących w słońcu bezpiecznych już
od harpunów i haków
a huragany i burze fal zestrojonych z grzmotami
to ogromna orkiestra w filharmonii morza
słucha jej świat czysty już uspokojony
łagodnym szumem bryz i przypływów
wolny od bomb i trucizn od grzechu i kary
bo śmierci cios we wnętrzu wód lub w dziobach ptasich
nie zbrodnią jest lecz symetrią bytu
gdy Tamci na zawsze opuścili Ziemię
we wnętrzach rakiet śródgwiezdnych stłoczeni
unosząc z sobą klątwę im przydaną
w odległe strefy inferna czy raju