Dziennik Gazeta Prawana logo

Więcej integracji

5 listopada 2007, 12:16
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Charles Kupchan ostrzega, że "przedłużanie się ogłoszonego rok temu >>okresu refleksji<< grozi powolnym rozpuszczeniem się europejskiego projektu w narastającym eurosceptycyzmie, najbardziej dziś widocznym w Polsce, Wielkiej Brytanii i Francji". Sugerowaną przez Kupchana metodą zapobieżenia temu scenariuszowi jest ostateczne porzucenie projektu europejskiej konstytucji i oficjalne uznanie, że nie wszystkie państwa członkowskie UE są i mogą być zintegrowane w tym samym stopniu. Tylko "Unia różnych prędkości" może przeżyć następne rozszerzenia, nie tracąc politycznej spójności i tożsamości.

p

W majowych wyborach samorządowych w Wielkiej Brytanii konserwatyści, od dawna niechętni integracji europejskiej, wygrali z Partią Pracy. Nieco wcześniej do polskiego rządu weszły dwie antyunijne partie. Konstytucja dla Europy, odrzucona w zeszłym roku przez Francję i Holandię, jest martwa. Narasta protekcjonizm i ekonomiczny nacjonalizm. Rządy Włoch, Francji, Hiszpanii i Polski podjęły próby uchronienia lokalnych przedsiębiorstw przed przejęciem przez zagranicznych inwestorów. Jeszcze rok temu renacjonalizacja życia politycznego w Europie była czymś niewyobrażalnym. Dziś, choć nadal nie wydaje się ona prawdopodobna, nie można jej zupełnie wykluczyć.

Bardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że Unia pozostanie na dłuższy czas dokładnie w tym miejscu, w którym się teraz znajduje. Nie byłaby to żadna katastrofa, jednak Europa nie wykorzystywałaby w tej sytuacji całości swojego potencjału. Stary Kontynent powinien dostosować swoją siłę polityczną do swoich gospodarczych możliwości. Byłoby to z pożytkiem dla samej Europy, dla jej amerykańskiego partnera i dla całego świata.

Przedłużanie się ogłoszonego rok temu "okresu refleksji" grozi powolnym rozpuszczeniem się europejskiego projektu w narastającym eurosceptycyzmie, najbardziej dziś widocznym w Polsce, Wielkiej Brytanii i Francji. Jeśli do tego dojdzie, będzie bardzo trudno odzyskać utraconą siłę rozpędu integracji.

Jest parę czynników podważających fundamenty Unii. Paternalistyczne państwa opiekuńcze mają kłopoty z przetrwaniem w warunkach globalizacji i integracji europejskiej. Obywatele protestują, nalegając, by państwa broniły swojej suwerenności przed niechcianymi czynnikami zmian. Głosując w ubiegłym roku przeciw europejskiej konstytucji, wielu francuskich wyborców dało wyraz swojemu przekonaniu, że to "ultraliberalna" UE jest odpowiedzialna za ich problemy ekonomiczne.

Równoczesne rozszerzenie Unii i napływ muzułmańskich imigrantów rozmyły tradycyjne europejskie tożsamości i stworzyły nowe społeczne podziały. To drugie zjawisko można postrzegać jako bodziec dla tworzenia poczucia europejskiego demosu - bardzo często bowiem tożsamość polityczna nabiera kształtu w opozycji do Innego. Określanie Europy w opozycji do islamu byłoby jednak błędem. Europa powinna podjąć wyzwanie stworzenia tożsamości bardziej kosmopolitycznej, skupić się na tym, czym jest, a nie na tym, czym nie jest.

W Unii Europejskiej mieszka 15 milionów muzułmanów, a Turcja puka do jej bram z kolejnymi 70 milionami. Wielu europejskich muzułmanów jest wyraźnie odmiennych od głównego nurtu społeczeństw, a ich alienacja wspomaga rozwój radykalizmu. Nieprzyzwyczajeni do życia w wieloetnicznych społeczeństwach i przestraszeni islamską "piątą kolumną" Europejczycy chronią się w złudnym komforcie narodowych granic i etnicznych koncepcji narodu. W momencie, w którym przyszłość Unii jest niepewna, podjęcie ostatecznej decyzji na temat członkostwa Turcji byłoby szczególnie nierozsądne. Również sama Turcja nie jest gotowa na to, by stać się członkiem Unii. W interesie obu stron byłoby zatem odłożenie decydującej debaty na później.

Polityka w Europie staje się coraz bardziej populistyczna. Nie jest to dobra wiadomość dla UE, którą powszechnie postrzega się jako pomysł elit. Wyborcy postrzegają zarówno narodowe, jak i europejskie instytucje jako nieefektywne i oderwane od codziennego życia. We Francji prawicowy Front Narodowy cieszy się wyższą niż kiedykolwiek wcześniej popularnością. W Polsce prezydentem został niedawno Lech Kaczyński - nacjonalista uznający, że "tym, co interesuje Polaków, jest przyszłość Polski, a nie UE".

Odpowiedzią na wzbierającą falę populizmu byłoby wzmocnienie więzi między instytucjami UE i jej obywatelami. Na przykład zwiększenie kompetencji Parlamentu Europejskiego może wzmocnić jego odpowiedzialność wobec wyborców i dać przeciętnemu Europejczykowi poczucie, że UE jest demokratycznym ciałem reagującym na troski swoich obywateli, a nie spiskiem brukselskich elit. Byłoby także bardzo wskazane, by przewodniczący Rady UE wybierany był w wyborach powszechnych, przeprowadzanych w całej Unii tego samego dnia. Aby mogło powstać poczucie wspólnoty, życie polityczne musi się toczyć na poziomie całej Europy (a nie tylko krajów członkowskich).

W dłuższej perspektywie Europejczycy powinni związać swoje polityczne tożsamości ze wspólną Europą, a nie z poszczególnymi państwami narodowymi. By mogło to nastąpić, Europa powinna zajmować się nie tylko sprawami wewnętrznymi i przyspieszaniem wzrostu gospodarczego, lecz także bardziej angażować się w politykę globalną. Polem do popisu są negocjacje w sprawie irańskiego programu nuklearnego, metodą - rozwój sprawniejszej Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa.

Europie brakuje silnych przywódców zdolnych tchnąć nowe życie w projekt integracji. Rządy w Londynie, Paryżu, Berlinie i Rzymie są kruche i zajęte obłaskawianiem złych i podzielonych elektoratów. Zmiana pokoleniowa tylko pogarsza sprawę. Dla Europejczyków, którzy przeżyli II wojnę światową i ciężkie lata powojenne, UE jest błogosławionym antidotum na krwawe waśnie z przeszłości. To pokolenie schodzi jednak ze sceny, przekazując władzę młodszym, którzy nie mają już przeszłości, od której chcieliby uciec, ani pasji pchającej ich w stronę politycznej jedności.

Rzeczą najważniejszą w obecnej chwili jest podjęcie konkretnych działań, które pozwoliłyby Unii uporać się z jej głównymi słabościami. Zamiast prowadzić wielkie debaty o strukturze Unii lub dążyć do ratyfikacji konstytucji, państwa powinny wdrażać reformy gospodarcze i podjąć wysiłek integracji imigrantów - rzeczy konieczne dla zwiększenia konkurencyjności, promocji wzrostu, uzupełnienia kurczącej się siły roboczej i zagwarantowania płynności systemów emerytalnych. Poza tym awangarda chętnych państw członkowskich powinna stworzyć wspólną strategię militarną. Odpowiedzią na wyzwania stojące przed Unią jest przyjęcie różnych prędkości, jasne przyznanie, że UE ma swoje twarde jądro, wokół którego skupiają się kolejne kręgi luźniej współpracujących państw. Takie wielowarstwowe podejście uczyni następne rozszerzenia bezpiecznymi dla politycznej spójności i tożsamości.

Jak na razie Unia Europejska dryfuje, ale się nie rozpada. Jednak tylko zdecydowane działania mogą ją wyprowadzić na prostą. Europejscy przywódcy powinni przestać udawać, że nic się nie dzieje i uznać powagę obecnego kryzysu. Powinni pozbyć się zawiłego traktatu konstytucyjnego i zastąpić go prostszym dokumentem, w którym uratowano by parę najważniejszych zapisów, takich jak reforma procesu decyzyjnego czy stworzenie stanowisk przewodniczącego Rady UE i unijnego ministra spraw zagranicznych. Tylko większa centralizacja i zwiększenie kompetencji wspólnotowych mogą uczynić UE organizacją istotną z punktu widzenia codziennego życia jej mieszkańców.

Europejczycy muszą uświadomić sobie, że stoją na rozdrożu. Jeśli nie ożywią - najszybciej jak to możliwe - projektu unii gospodarczej i politycznej, jedno z największych osiągnięć XX wieku stanie pod znakiem zapytania.

p

, politolog, specjalista w zakresie stosunków międzynarodowych, profesor Georgetown University, wykładał także na uniwersytetach Harvard i Princeton. Zajmuje się m.in. historią nacjonalizmu. Za prezydentury Billa Clintona pracował w Departamencie Stanu oraz w Narodowej Radzie Bezpieczeństwa. Autor m.in. książek "The Vulnerability of Empire" (1994) oraz "The End of the American Era" (2002).

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj