Oskarżenie przeciwko bezdomnemu Hubertowi H. brzmi bardzo poważnie - obraza głowy państwa. Kara też nie jest łagodna, bo za kratki może pójść nawet na trzy lata. Ale jak przyjrzeć się sprawie bliżej, to wygląda ona już nieco mniej strasznie.

Reklama

W grudniu 2005 pijany Hubert H. puścił wiązankę przekleństw w czasie rozmowy z policjantami na warszawskim Dworcu Centralnym. Wśród wszystkich epitetów, znalazły się również komentarze dotyczące prezydenta Lecha Kaczyńskiego. I to właśnie za to bezdomny ma stanąć przed sądem. Bo policjanci uznali, że obraził głowę państwa.

Sędziowie już dwa razy nie mogli zacząć rozprawy, bo Hubert H. zapadł się pod ziemię, przez co nie mógł przyjąć wezwania do sądu. Policjanci węszyli kilka miesięcy i wreszcie go znaleźli. Dostarczyli sądowy papier bezdomnemu.

Teraz, jeśli oskarżony nie stawi się przed sądem, będzie go można aresztować. I tak pewnie się stanie. Zbliżają się mrozy. A w areszcie i kocyk, i miskę zupy dostanie. A wyrok i tak najpewniej będzie w zawiasach.