Zarząd jeleniogórskiej Jelfy poprosi część pracowników, by wzięli zaległe urlopy. A to dlatego, że zakład od czwartku nie produkuje leków. Ile osób pójdzie na przymusowy wypoczynek? Nie wiadomo. Władze fabryki, która wypuściła do aptek zatruty corhydron, wciąż się zastanawiają.
Od czwartkowego wieczora w Jelfie stoją wszystkie linie produkcyjne. Takie polecenie wydał Główny Inspektor Farmaceutyczny, który wysłał do Jeleniej Góry swoich
kontrolerów. A ci od rana do wieczora dokładnie sprawdzają cały zakład i notują ewentualne nieprawidłowości.
Inspekcja ma naprawdę ekspresowe tempo. Bo normalnie sprawdzanie zakładu trwa nawet kilka tygodni. Jednak przypadek Jelfy jest wyjątkowy. Trzeba ustalić, czy niebezpieczna pomyłka dotyczy tylko corhydronu. Czy może takich groźnych wpadek było więcej.
Sprawę pomyłkowego napełnienia fiolek z corhydronem, lekiem zwiotczającym mięśnie, bada również jeleniogórska prokuratura. Jeżeli znajdzie winnego skandalu z podmianą leków, będzie mu groziło nawet osiem lat więzienia.
Inspekcja ma naprawdę ekspresowe tempo. Bo normalnie sprawdzanie zakładu trwa nawet kilka tygodni. Jednak przypadek Jelfy jest wyjątkowy. Trzeba ustalić, czy niebezpieczna pomyłka dotyczy tylko corhydronu. Czy może takich groźnych wpadek było więcej.
Sprawę pomyłkowego napełnienia fiolek z corhydronem, lekiem zwiotczającym mięśnie, bada również jeleniogórska prokuratura. Jeżeli znajdzie winnego skandalu z podmianą leków, będzie mu groziło nawet osiem lat więzienia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl