Niepokój wśród restauratorów jest tym większy, że delikwenta trudno wyłowić z tłumu. To przystojny mężczyzna w średnim wieku, który nie wyróżnia się niczym szczególnym. Poza jedną, ale niewidoczną na pierwszy rzut oka, rzeczą - jest niepoczytalny umysłowo. I dlatego nikt nie może mu nic zrobić, kiedy po zjedzeniu wartego kilkaset złotych obiadu oświadcza, że nie ma na rachunek.
Smakosz grasuje po Poznaniu od maja. I, jak pisze "Głos Wielkopolski", już co najmniej 40 razy zjadł bardzo drogi obiad na koszt firmy. W sumie restauratorzy stracili ponad 5 tysięcy złotych. I rwą sobie włosy z głowy, bo sąd nic nie może zrobić człowiekowi, który został uznany za niepoczytalnego, ale też nikomu nie robi krzywdy.
Prokuratura ma jednak pewien plan. Otóż chce wziąć smakosza na przetrzymanie, bo choć jak na razie nikogo nie pobił, niewykluczone, że wreszcie mu się zdarzy. Szanse są duże, bo już parę razy ponosiły go emocje. Raz zdemolował restaurację, innym razem zniszczył wazę. A jak w końcu przyłoży jakiemuś kelnerowi, wtedy już z czystym sumieniem będzie go można zamknąć w szpitalu psychiatrycznym.
Pomysł niby dobry, ale żal tego kelnera...