Całe to zamieszanie zaczęło się w grudniu ubiegłego roku na stołecznym Dworcu Centralnym. Gdy Huberta H. zatrzymali policjanci, ten odwdzięczył im się całą serią niecenzuralnych wyrazów. W tyradzie dostało się też prezydentowi. I mogłoby się wydawać, że nikt się tym nie przejmie. Ale prokuratura wzięła wszystko bardzo serio i oskarżyła bezdomnego o zniewagę głowy państwa. A za to mężczyzna może trafić za kratki nawet na trzy lata.
Sprawa miała już dwa falstarty, bo nikt nie wiedział, gdzie jest Hubert H. i policja nie mogła wręczyć mu wezwania. I nic dziwnego. W końcu to bezdomny, często koczujący na dworcach. A sam oskarżony ani razu nie stawił się przed sądem. I nikt nie wiedział, co z tym fantem zrobić. Bo ogólnokrajowe poszukiwania nic nie dały.
Jednak Hubert H. wreszcie dostał do ręki sądowe wezwanie. Wpadli na niego, zupełnym przypadkiem, policjanci z Katowic. I teraz mężczyzna nie ma już wyboru, przed sądem stanąć musi. A jak nie przyjdzie, sąd będzie go mógł aresztować.