Metan jest w powietrzu zawsze tam, gdzie są pokłady węgla. Kiedy zmiesza się z powietrzem, może dojść do tragedii. Wystarczy, że jest go dziesięć razy mniej niż samego powietrza i iskra, żeby nastąpił wybuch.
Dlatego walka z groźnym metanem spędza sen z powiek specjalistom od górnictwa. Problem jest tym większy, że kopalnie schodzą coraz niżej i coraz niżej, szukając węgla. Im dalej w głąb, tym więcej metanu, a naprawdę niebezpiecznie robi się poniżej 500 metrów.
Dlatego specjaliści z kopalni "Barbara" w Mikołowie od kilku lat prowadzą na specjalnym podziemnym poligonie doświadczenia - sami wywołują wybuchy metanu i potem badają, co się dzieje ze stropami, jak wielkie są eksplozje i jak poważne powodują zagrożenie. Wszystko po to, żeby w razie wypadków takich jak ten w "Halembie" wiedzieć, jak szybko dotrzeć do zasypanych.
Aż trudno uwierzyć, ale nawet likwidacja kopalni nie rozwiązuje problemu metanu. Bo gaz może być groźny nawet kilkanaście lat po zamknięciu wyrobiska. Przed laty w czeskiej Ostrawie w nieczynnej od 20 lat fabryce metan zapalił się od niedopałka papierosa. Gaz wybuchł także siedem lat temu w zamykanej kopalni "Morcinek" w Kaczycach. Ranił górników, którzy pracowali na powierzchni.
Metan to najgroźniejszy zabójca w kopalniach w Polsce i na całym świecie. 17 lat temu, właśnie w "Halembie" w eksplozji gazu zginęło 19 górników, a około 20 zostało rannych. Tego samego roku, także w Rudzie Śląskiej, czterech górników udusiło się, gdy metan wybuchł w kopalni "Śląsk". Teraz metan znów zagroził "Halembie".