Ludzie martwią się szczególnie po śmierci byłego rosyjskiego szpiega Aleksandra Litwinienki. Zmarł on w londyńskim szpitalu otruty polonem najprawdopodobniej przez rosyjskiego agenta - "Władimira". Właśnie po tej śmierci ślady polonu wykryto też w trzech samolotach British Airways. A jeden z nich leciał we wtorek do Warszawy... Na pokładzie było 170 ludzi. Na razie nie wiadomo dokładnie, ilu z nich to Polacy. Ale wiadomo, że 83 pasażerów pojechało z Wiednia do Polski podstawionym autobusem.
Brytyjskie linie lotnicze zapewniają, że polonu było tak mało, że nikomu nie zaszkodził. Na wszelki wypadek firma może wysłać na badania niektórych pasażerów. Teraz British Airways kontaktują się z osobami, które były na pokładach skażonych maszyn. W sumie jest ich 33 tysiące. Na infolinię firmy do tej pory zadzwoniło 2,5 tysiąca pasażerów.
Ale specjaliści uspokajają, że jest bardzo małe prawdopodobieństwo wchłonięcia przez nich polonu. Doktor Jerzy Mietelski z Instytutu Fizyki Jądrowej PAN w Krakowie mówi dziennikowi.pl, że polon jest naturalnym składnikiem otaczającego nas środowiska. Naukowiec podkreśla, że ten izotop znajduje się i w ziemi, i w powietrzu. Mało tego - wysoko w atmosferze jest go więcej niż blisko ziemi. Ale nie można od tego zachorować.
Żeby pojawiły się kłopoty zdrowotne, trzeba wchłonąć bardzo dużą dawkę promieniowania. Miliony razy większą od tego, jakie panuje w naturalnym środowisku. A wtedy objawy pojawiłyby się niemal natychmiast. Dlatego doktor Mietelski raczej nie podejrzewa, żeby pasażerom samolotu z Londynu coś groziło.
Jednak jeśli ktoś chce się ostatecznie upewnić, powinien zgłosić się do sanepidu. W każdej wojewódzkiej stacji są specjalistyczne pracownie, gdzie bada się skażenia.