Paweł Poncyliusz przyznaje, że i do niego trafiają informacje o lekceważeniu bezpieczeństwa w polskich kopalniach. Bo górnicy wstrząśnięci tragedią w Rudzie Śląskiej zaczęli głośno o tym mówić. O tym, że oszukiwane są czujniki metanu. O tym, że pod ziemię zjeżdżają nieprzygotowani pracownicy prywatnych spółek. A przede wszystkim zarzucają władzom kopalni, że ich zdrowie i życie się nie liczą. Za to liczą się pieniądze. Czyli zysk.
Ale górnicy nie mieli dotąd odwagi pokazywać twarzy albo zdradzać nazwisk. Przecież za oskarżenia pod adresem swoich szefów mogą pożegnać się z pracą. Teraz jednak pod opiekę bierze ich wiceminister Poncyliusz. I zapewnia, że śmiało mogą mówić w prokuraturze o wszystkich przekrętach z bezpieczeństwem w kopalniach. Bo żadnemu z nich włos z głowy nie spadnie, póki Poncyliusz będzie wiceministrem. Tak przynajmniej obiecuje.
Śledztwo po śmierci 23 górników w kopalni "Halemba" prowadzi gliwicka Prokuratura Okręgowa. W przyszłym tygodniu kontrolę w tym zakładzie rozpocznie NIK.