Przez kilka miesięcy dbali o bezpieczeństwo stolicy Demokratycznej Republiki Konga - Kinszasy. Polscy żołnierze ochraniali miejscowe lotniska i dowództwo międzynarodowej wojskowej misji. Wykonali swoje zadanie w Kongu znakomicie, bo nie doszło do groźnych incydentów. Teraz wracają.
To byli przede wszystkim wojskowi żandarmi. 130 ludzi gotowych na wszystko. Bo takim trzeba być, żeby zdecydować się na wyjazd do dalekiego afrykańskiego kraju. Pojechali tam pilnować porządku w trakcie pierwszych od 40 lat wolnych wyborów.
Stacjonowali w stolicy kraju - Kinszasie. I stamtąd odlecą do Polski. Ale najpierw odbędzie się uroczyste zakończenie misji. Specjalnie z tej okazji do Afryki poleciał minister obrony Radosław Sikorski.
Polacy nie byli w Kongu sami - służyli tam razem z innymi żołnierzami z krajów Unii Europejskiej. I teraz mogą wracać z uczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Bo podczas głosowania w Kongu nie wybuchły zamieszki. A właśnie tego się obawiali znawcy tego kraju.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|