Dziennik Gazeta Prawana logo

Służbowe auta politycy traktują jak prywatne

12 października 2007, 14:33
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Polscy politycy i urzędnicy przyzwyczaili nas, że nadużywają władzy. Posłowie czy pracownicy ministerstw korzystają ze służbowych samochodów nawet, gdy robią zakupy do domu. Albo żeby odwozić dzieci do szkoły.

Dwoje policjantów zaginęło w nocy z piątku na sobotę po tym, jak odwieźli ważnego urzędnika MSWiA z Warszawy do domu w Siedlcach. Dyrektor departamentu w tym ministerstwie Tomasz Serafin wykorzystał policjantów jako taksówkarzy, bo spóźnił się na pociąg. Obojga zaginionych, którzy przepadli bez śladu w drodze powrotnej do Warszawy, kolejny dzień szuka policja w całym kraju.

To jednak nie pierwszy raz, gdy najwyżsi rangą urzędnicy nie przejmują się przepisami i dobrym obyczajem. Wykorzystują służbowe samochody, gdy muszą załatwić prywatną sprawę. I nie widzą w tym niczego dziwnego.

Danutę Waniek, kiedy była jeszcze szefową Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, kierowca woził służbowym samochodem na zakupy czy do fryzjera. Pani minister zdarzało się wykorzystywać służbową skodę do przewiezienia ramy do obrazu. Waniek nie widziała w tym niczego zdrożnego. Była oburzona na "Fakt", który ujawnił, jak wygląda jej dzień pracy.

Inny minister z KRRiT, Ryszard Ulicki, dostał do prywatnego użytku służbowego nissana. Z Warszawy do rodzinnego Koszalina i z powrotem przejechał za publiczne pieniądze prawie tysiąc kilometrów.

Wiceminister pracy w obecnym rządzie, Joanna Kluzik-Rostkowska, jeździła zaś ministerialnym autem do kosmetyczki. Swoim służbowym volvo S-80 regularnie woziła też dzieci do przedszkola i szkoły. Do przedszkola swoją pociechę odwoził także minister kultury Kazimierz Ujazdowski. Agnieszka Odorowicz, szefowa Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej, korzystała ze służbowej limuzyny i czasu kierowcy podczas niedzielnych zakupów. Podróżując eleganckim oplem vectrą, odwiedziła kilka bankomatów, by pobrane pieniądze wydać w sklepie meblowym.

Do służbowych samochodów przywiązani są też inni politycy. Szef ludowców Waldemar Pawlak jeździł sejmową limuzyną na plan reklamówki wyborczej PSL. Przyłapany na tym w zeszłym roku odpowiadał: "Tak, korzystam z samochodu służbowego Sejmu i nie zamierzam tego ukrywać ani komentować".

Dwa lata temu na wakacje do Chorwacji służbowym autem pojechał ówczesny poseł Ludwik Dorn, dziś wciepremier. Wprawdzie zapłacił za benzynę, ale za wypożyczenie auta z Sejmu - już nie. Dorn złamał wtedy rękę i po auto do Chorwacji musieli jechać pracownicy Kancelarii Sejmu.

Żeby na co dzień korzystać z samochodów kancelarii, posłowie nawet nie muszą się tłumaczyć, do czego ich potrzebują. Udowodniła to dwa lata temu dziennikarska prowokacja "Faktu". Dziennikarze zadzwonili do sejmowego dyspozytora i - podając się za parlamentarzystę - zamówili samochód. Tym autem sejmowy kierowca woził potem po mieście wynajętą przez dziennikarzy modelkę, która udawała żonę posła.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj