Już wiadomo, że policjanci, których szukano trzy doby, zginęli, bo nie mogli uwolnić się z zatopionego w stawie radiowozu. Przeżyli dachowanie, ale utonęli w odwróconym kołami do góry samochodzie. Tak ustalili biegli.
Nieoznakowany polonez, którym para funkcjonariuszy z komisariatu kolejowego wracała do Warszawy, stracił przyczepność na oblodzonej drodze, dachował i wpadł do rozlewiska rzeki Kostrzyń. Choć policjanci jechali dość wolno, nie udało im się uniknąć wypadku.
Sierżant Tomasz Twardo i starsza posterunkowa Justyna Zawadka tragicznej nocy odwozili do domu byłego już dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego MSWiA. W tej sprawie toczy się osobne śledztwo. W wypadku zginęli, gdy wracali z Siedlec do stolicy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl