Prokuratura zastrzega, że nie ma pewności, czy wszystkie te zgony wywołała scolina. Ale jest bardzo duże prawdopodobieństwo, dlatego teraz każdy przypadek będzie dokładnie sprawdzany przez biegłych. Będą oni brali pod uwagę m.in. chorobę, na jaką cierpiał zmarły pacjent.
Nie będzie trzeba ekshumować zwłok. Scolina i corhydron rozkładają się bardzo szybko. Dlatego badania ciał nie dałyby odpowiedzi, czy zmarłemu podano bezpieczny, czy śmiertelny lek.
W Jeleniej Górze prokuratura stara się natomiast znaleźć odpowiedź na pytanie, jak w fiolkach, w których powinien być corhydron, znalazł się inny lek. Według zastępcy prokuratora generalnego Jerzego Engelkinga, scolinę znaleziono w 25 ampułkach jednej z serii corhydronu 250. Właśnie zakończono sprawdzanie wszystkich fiolek leku z serii, w której znaleziono scolinę. Ale wciąż nie wiadomo, jak doszło do zamiany.
Jerzy Enkelking uważa, że wersję o przypadkowej zamianie leków trzeba jeszcze raz sprawdzić, bo wszyscy zaangażowani w śledztwo byli przekonani, że takich przypadków nie będzie więcej niż kilka. Teraz będą przesłuchiwani świadkowie, którzy mieli bezpośredni kontakt z feralną partią leku.
Afera z corhydronem wybuchła w listopadzie 2006 roku. W ampułkach, w których powinien być lek dla alergików - corhydron, znalazł się specyfik zwiotczający mięśnie - scolina. Sprawę ujawnił DZIENNIK. Premier Jarosław Kaczyński wydał wtedy decyzję o wstrzymaniu produkcji leków w Jelfie.