Jak pisze "Życie Warszawy", lekarz miał świadomość, że w ciele pacjenta został jeden gazik. Powiedział mu o tym ktoś z personelu - jednak już po tym, jak choremu założono szwy. "Nie będziemy go otwierać" - miał powiedzieć Mirosław G., kiedy usłyszał, że brakuje jednego gazika.

Śledczy uznali to za narażenie chorego na niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia. Ale zarzut może zostać zmieniony - na jeszcze surowszy.

Mirosław G. już wcześniej usłyszał zarzuty korupcji, znęcania się nad personelem, a także narażenia życia jednego z pacjentów oraz zabójstwa.