Policję zawiadomiło pogotowie, które przyjechało do domu przy ulicy Konstancińskiej. Wezwała je umierająca kobieta. Był tam też jej dużo starszy, bo 85-letni mąż. Kobieta była skrajnie wyczerpana. Ważyła 19 kilogramów. Była tak słaba, że nie była w stanie wyraźnie mówić. Ale lekarz pogotowia usłyszał, jak resztką sił powiedziała: "Mąż nie dawał mi jedzenia". Jednak mężczyzna twierdzi, że to jego żona sama nie chciała przyjmować pokarmów.
Przesłuchanie męża zmarłej nie było łatwe, bo z powodu swojego zaawansowanego wieku nie wszystko pamięta - mówi dziennikowi.pl Mariusz Mrozek ze stołecznej policji. Mężczyzna nie został zatrzymany. Przesłuchano też sąsiadów małżeństwa. Ci twierdzą, że było to spokojne starsze małżeństwo. Ale dodają, że kobiety nie widywali już od kilku lat.
Teraz policjanci czekają na wyniki sekcji zwłok zmarłej kobiety. To konieczne, żeby sprawdzić, czy nie cierpiała na jakąś chorobę, która mogła doprowadzić ją do tak skrajnego wyczerpania. Policjanci nie mają jednak wątpliwości, że była ona co najmniej pozbawiona opieki.