Polski śmigłowiec zabrał z pokładu najpierw osiem osób. Na norweskim kontenerowcu zostało jeszcze trzech marynarzy i cywilni ratownicy. Walczyli o to, by uratować statek, który wciąż nabierał wody. I udało się. Statek jest już w drodze do Szwecji. Na jednym z kutrów, które holują statek, jest kapitan kontenerowca i jego oficerowie, którzy zeszli z pokładu tonącego statku jako ostatni. Wtedy, gdy już było wiadomo, że "Ocean Caroline" nie zatonie.
Incydent nie skończył się na szczęście katastrofą ekologiczną. Bo statek nie przewoził ani chemikaliów, ani jego zbiorniki nie były wypełnione po brzegi ropą. Dlatego też naszych plaż nie zalały żadne trujące substancje.
"Ocean Caroline" tonął 50 mil na północ od Łeby.
Co było przyczyną jego awarii? Na razie nie wiadomo. Wiadomo tylko, że statek wezwał pomoc, gdy jego kadłub ostro się przechylił, a do środka zaczęła wlewać się woda.