We Wrocławiu można kupić wyjątkowe breloczki. Choć nie są specjalnie piękne, nie mają też wartości kolekcjonerskiej, nie brakuje chętnych na ich zakup. A to dlatego, że jest on równoznaczny z opłatą za kurs nielegalną taksówką - pisze DZIENNIK.
"Często wracam późno do domu. A to po pracy, a to po imprezie. Do niedawna jeździłem zwykłymi taksówkami, ale jakiś czas temu koleżanka dała mi numer
komórkowy, mówiąc, że nie będę żałować. Miała rację. Za nocny kurs płacę tyle, ile jeżdżąc z korporacją w dzień. Niemal o połowę mniej" - tłumaczy Andrzej, student z
Wrocławia.
Wygląda to tak: wsiadając do samochodu nietypowego akwizytora, wybieramy breloczek za odpowiednią cenę. W zamian podpisujemy papierek, na którym widnieje data i nazwa towaru. Dostajemy paragon. I sprzedawca wiezie nas we wskazane miejsce.
Same gadżety są pomysłowe. "Widnieją na nich numery telefonów alarmowych: policji, straży pożarnej, pogotowia. Są też serie limitowane z logo korporacji i napisem, np. >Tylko 50 takich na świecie<. Zdarzają się okazjonalne. 14 lutego moja dziewczyna dostała breloczek z napisem >Wolne tynki 2007<, na żółtym tle były dwa czerwone serduszka" - opisuje Michał, wrocławski student.
"Breloczkowe korporacje" na brak klientów nie narzekają. Ich numery telefonów rozchodzą się pocztą pantoflową jak ciepłe bułeczki. Po mieście jeździ już ponad 100 samochodów, które - choć nie mają wymaganej prawem licencji - wożą klientów. Nielegalnych przewoźników nie przerażają naloty przeprowadzane przez Wojewódzki Inspektorat Ruchu Drogowego. Niestraszne są im nawet wysokie grzywny - dochodzące do 8 tys. zł, które na podstawie ustawy o transporcie drogowym grożą tym, którzy jeżdżą bez licencji.
Wygląda to tak: wsiadając do samochodu nietypowego akwizytora, wybieramy breloczek za odpowiednią cenę. W zamian podpisujemy papierek, na którym widnieje data i nazwa towaru. Dostajemy paragon. I sprzedawca wiezie nas we wskazane miejsce.
Same gadżety są pomysłowe. "Widnieją na nich numery telefonów alarmowych: policji, straży pożarnej, pogotowia. Są też serie limitowane z logo korporacji i napisem, np. >Tylko 50 takich na świecie<. Zdarzają się okazjonalne. 14 lutego moja dziewczyna dostała breloczek z napisem >Wolne tynki 2007<, na żółtym tle były dwa czerwone serduszka" - opisuje Michał, wrocławski student.
"Breloczkowe korporacje" na brak klientów nie narzekają. Ich numery telefonów rozchodzą się pocztą pantoflową jak ciepłe bułeczki. Po mieście jeździ już ponad 100 samochodów, które - choć nie mają wymaganej prawem licencji - wożą klientów. Nielegalnych przewoźników nie przerażają naloty przeprowadzane przez Wojewódzki Inspektorat Ruchu Drogowego. Niestraszne są im nawet wysokie grzywny - dochodzące do 8 tys. zł, które na podstawie ustawy o transporcie drogowym grożą tym, którzy jeżdżą bez licencji.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl