Policjanci przebadali lekarkę na miejscu, w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym numer 5 w Katowicach. Ariadna G. jest dyrektorem tej placówki. Była kompletnie pijana. Nie była w stanie normalnie rozmawiać. Chwiała się i bełkotała. Mimo to chciała iść na salę operacyjną.
Jerzy Jurecki, dziennikarz „Tygodnika Podhalańskiego”, od jakiegoś czasu badał sprawę jednego z hoteli w Zakopanem, który należał do prof. G. "Ostatnim elementem mojego śledztwa miała być wizyta u pani doktor. Chciałem jej pokazać zebrane w sprawie dowody" - opowiada "Faktowi" Jurecki. Dziennikarz udał się na miejsce z ekipą TVN. Chciał sfilmować rozmowę ukrytą kamerą.
Najlepsza w Polsce specjalistka od chorób oczu była kompletnie pijana. "Nie wierzyłem własnym oczom" - mówi Jurecki. "Zapytałem ją, czy ma problem z alkoholem i czy jest pijana. Twardo odpowiadała, że nie. W jej głosie było jednak słychać, że ma z mówieniem wyraźny problem. Bełkotała, bez sensu powtarzała zdania" - wspomina dziennikarz. W pewnym momencie zaczęła dziennikarzom prezentować, co ma w torebce. I wyjęła z niej... białe majtki. A potem stała się rzecz jeszcze bardziej zdumiewająca. "Do gabinetu wszedł lekarz i powiedział, że na sali operacyjnej jest problem z jakimś chłopcem. I żeby pani profesor przyszła" - opowiada dalej Jurecki. "Wezwałem policję, bo tutaj chodziło o ludzkie życie" - mówi.
Pijaną lekarkę policjanci wzięli na komisariat. Po przebadaniu zwolnili ją do domu. Kiedy wytrzeźwieje, złoży dalsze wyjaśnienia.
Klinika, której dyrektorem jest prof. Ariadna G., ma światową renomę. Podobnie jak pani profesor, u której wypromowało się 15 doktorów. Jest osobą znaną na Śląsku. Swego czasu była żoną syna Edwarda Gierka, Adama, obecnie eurodeputowanego.
Dla wiceministra zdrowia Jarosława Pinkasa, nagranie TVN jest przerażające. "Praca lekarza jest związana z niezmiernym stresem, dlatego że wszystko powinno się udać. Istnieje przekonanie o tym, że w medycynie nie ma porażek. Tak nie jest. Profesor jest świetną okulistką, wie, że jej drgnięcie noża może kogoś pozbawić wzroku. Lekarz jest narażony na nieprawdopodobny stres. Jedni sobie z tym radzą lepiej, drudzy gorzej. Niektórzy, niestety, idą w najprostsze odreagowanie, jakim jest alkohol. Wiem, że część środowiska ma z tym ogromne problemy" - mówi Pinkas "Faktowi". "Jakie konsekwencje powinny być wyciągnięte wobec pani profesor? Całe jej życie to pomoc tysiącom ludzi, i tego nie można przekreślić. Niestety, w takim stanie mogłaby kogoś narazić na uszczerbek na zdrowiu. Najgorszą konsekwencją jest, moim zdaniem, materiał wyemitowany w telewizji. Większej kary nie ma" - mówi.
Śląski samorząd lekarski już powołał komisję, która zbada przydatność do wykonywania zawodu prof. G. Ona sama w jednym z wywiadów prasowych mówiła: "W okulistyce nie można wmówić pacjentowi, że widzi lepiej niż przed operacją, jeżeli w rzeczywistości wzrok mu się pogorszył. To on weryfikuje naszą pracę".
W tym przypadku też nic nie można nikomu wmówić. Wszystko było widać - pisze "Fakt"
Oto zapis rozmowy, jaką przed kamerami TVN24 przeprowadził z prof. Ariadną G. redaktor Jurecki z „Tygodnika Podhalańskiego”:
Czy pani profesor jest w tej chwili trzeźwa?
(bełkotliwie, niepewnym głosem) Tak.
Czy pani profesor jest w tej chwili trzeźwa?
(bełkotliwie, prof. G. ma wyraźne problemy z mówieniem) Ponieważ pan mi opowiada takie głupoty...
Może się pani poddać w tej chwili badaniu na alkomat?
Chwileczkę...
Zgodzi się pani na to?
Niech mi pan to powie dlaczego?
...... (Na kolejną prośbę o poddanie się badaniu alkomatem profesor zaczyna grzebać w swojej torebce. Po chwili wyjmuje z niej... białe majtki. Pokazuje je dziennikarzowi, jej ręce wyraźnie drżą. Wciąż ma problemy z mówieniem)
Chwileczkę, a do jasnej cholery, skąd pan wie, jak to jest?! Proszę pana, co to jest? To jest moja bielizna, którą mam cały czas prowadzoną...