Dziennik Gazeta Prawana logo

Ofiara pedofila skatowała swojego prześladowcę

12 października 2007, 16:14
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Czternastoletni Artur S. z Pabianic sam postanowił wymierzyć sprawiedliwość Robertowi Ł. - pedofilowi, który prześladował go przed pięciu laty. Gdy chłopak dopadł mężczyznę, który go molestował, o mały włos go nie zabił.
Robert Ł. stał się w Pabianicach (Łódzkie) znany w 2002 r. - wystąpił wtedy w jednym z popularnych programów telewizyjnych, więc ludzie podchodzili do niego na ulicy, prosili o autografy, poklepywali po plecach. Z dnia na dzień, z zakompleksionego chłopaka, adoptowanego z domu dziecka, nieakceptowanego przez ojca, stał się nagle kimś. Przynajmniej w swoim mniemaniu - pisze "Fakt".

I to właśnie wtedy ujawniły się jego pedofilskie skłonności. Obnażał się przed dzieciakami, kazał dotykać miejsc intymnych, molestował małych chłopców. Wśród nich był, wówczas 9-letni, Artur S. Robert Ł. dręczył dzieci przez kilkanaście miesięcy. Wreszcie trafił do aresztu. Przesiedział trzy lata. Wyszedł niedawno i zamieszkał z chorą, 80-letnią ciotką. "Przeszedłem w więzieniu terapię, mam kuratora. Wiem, że robiłem źle, żałuję, chciałbym cofnąć czas. Wymazałem sobie z pamięci tamte wydarzenia" - przekonuje dziś Robert Ł.

Inaczej było z Arturem. On nie zapomniał. Dorastał i cały czas myślał o prześladowcy, który wyrządził mu wielką krzywdę. Do pedofila pałał nienawiścią. Czekał na dzień, kiedy Robert Ł. wyjdzie z więzienia.

Od momentu kiedy Robert Ł. opuścił zakład karny, chłopak przestał chodzić do szkoły. Szybko wytropił swojego prześladowcę. I zaczął mu wymierzać sprawiedliwość. Najpierw wybijał szyby w domu Roberta Ł. Kilka dni temu napadł na niego, kiedy ten wstawiał szkło w oknach. Stłukł go drewnianą pałą. Robert Ł. trafił do szpitala. Założono mu na głowie kilkanaście szwów. To jeszcze nie wystarczało Arturowi. Poszedł rozprawić się z pedofilem raz na zawsze. Tym razem wziął kuchenny nóż.

Wszedł na oddział chirurgiczny pabianickiego szpitala w biały dzień. Robert Ł. spał. Artur zobaczył pulsującą na szyi, wyraźną żyłę. Bez namysłu, z całych sił zatopił w niej ostrze. Krew trysnęła na łóżko. Pozostali pacjenci wszczęli alarm. 14-latek uciekł. Trafił za kratki po czterech godzinach.

Robert Ł. żyje. Wczoraj wyszedł ze szpitala. "Nie wrócę już do ciotki. Będę musiał się chyba ukryć. To dziecko, ale ja się boję tego chłopaka. Chciałbym, żeby wybaczył mi to, co mu zrobiłem. I żeby nie robił mi już krzywdy" - mówi pedofil.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj