Przez noc pomorska policja ustaliła tylko "rysopis" zaginionych diamentów. Kamienie miały od jednego milimetra do jednego centymetra średnicy. Jedynym śladem, o którym chce mówić rzeczniczka gdańskiej policji, jest torba, w której miały być skradzione diamenty. "Torbę będą teraz badać eksperci" - mówi dziennikowi.pl Dominika Przybylska.
Zapewnia też, że policja intensywnie szuka złodziei. Przesłuchano już ponad 20 osób. Komendant miejski powołał specjalny zespół, który zajmuje się tylko i wyłącznie śledztwem w sprawie kradzieży stulecia. Jest kilka wersji wydarzeń, ale na razie nikt nie został zatrzymany.
Złodziej pojawił się w pomieszczeniu depozytowym Międzynarodowych Targów Gdańskich wczoraj tuż po godz. 8. Miał podrobione dokumenty jednego z właścicieli firmy. Okazał też kartę elektroniczną, dzięki której mógł otworzyć drzwi do depozytu. Poprosił ochroniarza o wydanie brylantów. Strażnik nie miał zastrzeżeń co do autentyczności dokumentów i wydał woreczek z drogocennymi kamieniami. Oszust, nie wykazując żadnych oznak zdenerwowania, schował brylanty do teczki i grzecznie kłaniając się ochroniarzowi, wyszedł z hali targowej.
Wiadomo, że elektroniczną kartę stracił Belg, pracownik obrabowanej firmy. Nie wiadomo, czy mężczyzna zgubił ją, czy też ktoś mu ją ukradł. "Fakt" ustalił, że klejnoty schowano nie w sejfie, a w zwykłym kartonie. Policja jednak nie chce mówić o żadnych szczegółach - dla dobra śledztwa. Organizatorzy targów wyznaczyli 20 tys. zł nagrody za pomoc w odnalezieniu diamentów wartych 4,5 mln zł.