Wszyscy mocno pijani, alkohol leje się strumieniami. Balowicze zataczają się po sali gdańskiego pubu, usiłując tańczyć. Tak wyglądają wszystkie wyjazdowe posiedzenia rady pedagogicznej gdańskiego Gimnazjum nr 1 - twierdzi "Fakt".
Skandal wybuchł, gdy Monika Nowik, nauczycielka matematyki, zmuszana przez przełożonych i kolegów do uczestnictwa w tych dzikich alkoholowych imprezach, przerwała
milczenie. Nie mogła już dłużej znieść pasma upokorzeń, jakie zafundowało jej ciało pedagogiczne szkoły, w której chciała uczyć - pisze "Fakt".
"Pijackie rady pedagogiczne to norma w tej szkole. One odbywają się nawet kilka razy w roku" - opowiada Monika Nowik, która jest teraz na zwolnieniu lekarskim. Jest strzępkiem nerwów, leczy się z depresji. A wszystko dlatego, że nie chciała podporządkować się panującym w szkole dzikim obyczajom.
"Nie chciałam pić, to się ze mnie śmiali, wyszydzali. Nieraz widziałam pijaną do nieprzytomności dyrektorkę szkoły i innych nauczycieli, a sale, w których odbywały się te imprezy, zawsze były pełne ich wymiocin" - wspomina nauczycielka. "Co chwilę wznosili toasty, a do mnie mówili: napij się, nie wypijesz za nasze zdrowie? Nie wypijesz za grono pedagogiczne, nie wypijesz za gimnazjum?" - opowiada "Faktowi" pani Monika.
Takie dzikie libacje odbywały się najczęściej poza szkołą. Uczestniczyło w nich około 30 osób. Nauczyciele bawili się w trójmiejskich pubach albo w ośrodkach wypoczynkowych na Kaszubach. Rachunki pokrywano z funduszu socjalnego, na który składali się nauczyciele. Co roku każdy musiał wpłacać na balangi ponad 100 zł.
"To wszystko kłamstwa. Na tych zdjęciach są nasze towarzyskie spotkania, a nie rady pedagogiczne, a w szkole nikt nigdy nie pił alkoholu" - twierdzi Joanna A., wicedyrektor szkoły.
"Pijackie rady pedagogiczne to norma w tej szkole. One odbywają się nawet kilka razy w roku" - opowiada Monika Nowik, która jest teraz na zwolnieniu lekarskim. Jest strzępkiem nerwów, leczy się z depresji. A wszystko dlatego, że nie chciała podporządkować się panującym w szkole dzikim obyczajom.
"Nie chciałam pić, to się ze mnie śmiali, wyszydzali. Nieraz widziałam pijaną do nieprzytomności dyrektorkę szkoły i innych nauczycieli, a sale, w których odbywały się te imprezy, zawsze były pełne ich wymiocin" - wspomina nauczycielka. "Co chwilę wznosili toasty, a do mnie mówili: napij się, nie wypijesz za nasze zdrowie? Nie wypijesz za grono pedagogiczne, nie wypijesz za gimnazjum?" - opowiada "Faktowi" pani Monika.
Takie dzikie libacje odbywały się najczęściej poza szkołą. Uczestniczyło w nich około 30 osób. Nauczyciele bawili się w trójmiejskich pubach albo w ośrodkach wypoczynkowych na Kaszubach. Rachunki pokrywano z funduszu socjalnego, na który składali się nauczyciele. Co roku każdy musiał wpłacać na balangi ponad 100 zł.
"To wszystko kłamstwa. Na tych zdjęciach są nasze towarzyskie spotkania, a nie rady pedagogiczne, a w szkole nikt nigdy nie pił alkoholu" - twierdzi Joanna A., wicedyrektor szkoły.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl