Jak ustalił "Wprost", Przywieczerski, który niedaleko Nowego Jorku prowadził legalną firmę, zniknął w drugiej połowie kwietnia 2007 r. "Prezes się nie pokazuje. Ponoć wyjechał, ale nikt nie wie dokąd" - mówi tygodnikowi jeden z pracowników jego firmy.

Informacje o ucieczce poszukiwanego przez Polaków oszusta potwierdza tygodnikowi także jeden z ważnych polityków SLD, który do niedawna utrzymywał z nim kontakt telefoniczny. "Wiem, że już go tam nie ma" - mówi.

Dariusz Przywieczerski ukrywał się przed polskim wymiarem sprawiedliwości w amerykańskim stanie New Jersey. Od ubiegłego roku trwały wobec niego procedury ekstradycyjne. Ale wszystko się przeciąga. Od kilku miesięcy sąd zwleka z uzupełnieniem wniosku ekstradycyjnego. Domagał się tego Departament Stanu USA.

Przywieczerski już raz skorzystał z niefrasobliwości sądu, gdy w 2004 roku uciekał za granicę. Sędzia w procesie FOZZ, Andrzej Kryże, obecny wiceminister sprawiedliwości, wcześniej odebrał mu paszport i zakazał opuszczania kraju. Jednak biznesmen odwołał się do sądu apelacyjnego i wygrał. A potem spokojnie wyjechał z Polski.

Przywieczerski dostał 3,5 roku więzienia w procesie w sprawie jednej z największych afer gospodarczych w Polsce po 1989 r. Wraz z szefem FOZZ Grzegorzem Żemkiem i jego zastępczynią Janiną Chim oraz trzema innymi osobami miał odpowiadać za wielomilionowe straty Skarbu Państwa na działalności Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Według sądów, było to 134 mln złotych, według prokuratury - 350 mln złotych.

A jeszcze w 1998 r. Przywieczerski zajmował 64. miejsce na liście najbogatszych Polaków (najwyższe w roku 1994 - 32.). Ta dobra passa skończyła się w 1998 r., kiedy Komisja Papierów Wartościowych i Giełd po prostu wyrzuciła wyrzuciła kierowany przez Przywieczerskiego Universal z obrotu publicznego. W ten sposób kariera biznesmena legła w gruzach.