Po nocy spędzonej w izbie zatrzymań Romuald Cieślak, szef plutonu ZOMO, skazany wczoraj na 11 lat więzienia za dowodzenie pacyfikacją śląskich kopalń w stanie wojennym, jest już w areszcie śledczym. "Będzie traktowany jak inni" - zapowiadają strażnicy.
Cieślak trafił najpierw do tak zwanej celi przejściowej, gdzie zbadali go psycholog i wychowawca. Dyrektor katowickiej służby więziennej Włodzimierz Wawszczyk tłumaczy, że w związku z emocjami, jakie budzi sprawa pacyfikacji kopalń "Wujek" i "Manifest Lipcowy", Cieślak odsiedzi wyrok z grupą więźniów, którzy - jak zapewnia - nie będą mu zagrażać.
Romualda Cieślaka nie było na wczorajszym ogłoszeniu wyroku. Sąd uznał, że to on w grudniu 1981 zaczął strzelać do górników z "Wujka" i krzyknął do pozostałych zomowców: "Walimy!". Dostał za to wyrok 11 lat więzienia. Od razu zaczęło się poszukiwanie skazanego. Wieczorem sam przyszedł na komisariat.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl