Dziennik Gazeta Prawana logo

Uratowała dzieci z pożaru

13 października 2007, 15:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Bohaterski czyn Doroty Perkowskiej z Warszawy. Gdy pożar objął jej mieszkanie, bez namysłu rzuciła się na ratunek dzieciom. Tylko jej szybka reakcja uratowała maluchy od śmierci - pisze "Fakt".

Piątek godz. 9:58. W stolicy ruch na ulicach jak w święta - jest prawie pusto. I potwornie gorąco. Dorota Perkowska tego dnia ma wolne. Mieszka z trójką dzieci w kamienicy na Woli. Ich mieszkanie na trzecim piętrze może nie jest luksusowe, ale zadbane. Pani Dorota wstała jeszcze przed godz. 8. Zrobiła dzieciom śniadanie i gdy zjadły, wszyscy znów ucięli sobie drzemkę, z której już nigdy mogli się nie obudzić - pisze "Fakt".

W niewielkim pokoju obok sypialni rozpoczyna się piekło. Nie wiadomo skąd na podłodze pojawia się ogień, który szybko ogarnia całe pomieszczenie. Żar przepala ściany, drzwi.

"Jak się obudziłam, wszyscy spali, a ja czułam swąd spalenizny. Bardzo się bałam" - wspomina ośmioletnia Ania, najstarsza z dzieci pani Doroty. Dziewczynka przeczuwała, że dzieje się coś złego. Od razu obudziła mamę i młodsze rodzeństwo. "Gdy wyjrzałam z pokoju, zobaczyłam tylko ścianę ognia" - opowiada roztrzęsiona Dorota Perkowska. "W pierwszej chwili nie wiedziałam, co robić! Próbowałam szybko ubrać dzieci i uciekać, ale wszędzie buchały płomienie" - rozpacza kobieta. Szybko się jednak pozbierała. Chwyciła dzieci za ręce i przez okno wyskoczyła na zadymiony balkon. Chwilę potem jej krzyk rozdarł panującą wokół ciszę. Błagała, by ktoś wezwał straż pożarną.

Dramat widzi z chodnika kilkanaście bezradnych osób. Nikt nie może pomóc dzieciom i jej mamie. Fala ognia pustoszy całe piętro kamienicy. Dorota Perkowska zasłania dzieci przed ogniem własnym ciałem. I wtedy nagle powraca nadzieja: słychać dźwięk syren wozów straży pożarnej. Na miejsce ściągają też radiowozy straży miejskiej. Zza zakrętu wyłania się czerwona ciężarówka z podnośnikiem i drabiną - relacjonuje "Fakt".

"Wytrzymajcie jeszcze trochę" - ktoś krzyknął do uwięzionej przez żywioł rodziny. Chwilę potem strażacy ruszyli z pomocą. W kilka sekund wbiegli na trzecie piętro, wyłamali drzwi do płonącego mieszkania. Jeszcze tylko kilka metrów i pierwszy strażak jest przy maluchach. Pozostali zalewają płomienie wodą, by umożliwić wszystkim ucieczkę. Pani Dorota ostatkiem sił pomaga wynosić dzieci z tego piekła. Na dole pod budynkiem rozlegają się gromkie brawa. Czeka też karetka, która zabiera całą czwórkę do szpitala. "Tego dnia nigdy nie zapomnę" - oddycha z ulgą dzielna matka, siedząc w szpitalu przy swoich pociechach. "Pewnie zostaniemy tu parę dni na obserwacji, ale wszystko wskazuje na to, że jesteśmy cali i zdrowi" - mówi "Faktowi" szczęśliwa mama.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj