Janina Wasilewska, mimo że spakowała walizki i wróciła do Polski, nie może pogodzić się z decyzją amerykańskich władz. Tu nikt na nią nie czekał, a tam został jej mąż.
Pani Janina przyjechała do USA w marcu 1989 roku. Od razu wystąpiła o azyl polityczny. W kraju działała w "Solidarności". Amerykański sąd długo rozpatrywał jej wniosek. W końcu, w 1995 roku, odmówił Polce azylu. Uznał bowiem, że skoro w Polsce jest już demokracja, to pani Janina może wrócić do ojczyzny. W chicagowskim sądzie, na rozprawie dotyczącej azylu pani Wasilewska podpisała zobowiązanie dobrowolnego wyjazdu z USA, jeśli mimo wszystko nie otrzyma azylu.
Jej adwokat twierdzi jednak, że Wasilewska nie wiedziała co wtedy podpisała, bo słabo znała angielski. Pani Janina pozostała jednak w USA. Stany Zjednoczone stały się dla niej drugą ojczyzną. Tu urodził się jej syn - Brian. Jej mąż - Tony Wasilewski już niedługo także otrzyma obywatelstwo. Przed ich domem na przedmieściach Chicago powiewa amerykańska flaga.
Wasilewska wróciła do Polski, gdzie nie była od 18 lat i nie ma tu nawet mieszkania. Jej mąż zostaje w USA. Tam ma firmę i dzięki temu może utrzymać rodzinę. Syn Wasilewskiej ma obywatelstwo amerykańskie, ale jego mama nie będzie mogła wrócić do Stanów Zjednoczonych przez 10 lat, bo takie jest tamtejsze prawo imigracyjne.