Sanepid ma sprawdzić, czy w miasteczku namiotowym warunki nie urągają podstawowym zasadom higieny. "Na jego terenie są umiejscowione ubikacje, są tam też przygotowywane posiłki. Może to jakoś wpłynąć na zdrowie uczestników. Chcę po prostu dmuchać na zimne" - powiedział serwisowi rmffm.pl Grzegorz Ćwiek z urzędu wojewódzkiego.

Ludzie wojewody sprawdzą też warszawski urząd miasta. Chcą się dowiedzieć, jak pielęgniarkom udało się dostać zgodę na strajk przed kancelarią premiera. Jeśli okaże się, że przez pierwsze trzy dni protestu namioty stały nielegalnie, to wojewoda zaskarży władze w ratuszu do prokuratury. Zgodnie z prawem, aby manifestacja była legalna, trzeba ją zarejestrować trzy dni wcześniej.

Tymczasem wojewoda przypuszcza, że zawiadomienie takie wpłynęło do warszawskiego ratusza po fakcie, czyli wtedy, kiedy miasteczko namiotowe już stało. Tym samym prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna, zgodnie z prawem, zlikwidować całe pielęgniarskie "osiedle".