Jest jeszcze za wcześnie na mówienie o przyczynach wypadku autokaru z pielgrzymami. W najbliższych dniach przesłuchamy kolejne osoby. Na zeznania najciężej rannych osób będziemy prawdopodobnie musieli poczekać nawet kilka tygodni - mówi DZIENNIKOWI Luc Fontaine, prokurator z Grenoble prowadzący śledztwo w sprawie wypadku.
ROMAN GUTKOWSKI: Czy prokuratura zna już przyczyny wypadku polskiego autokaru?
LUC FONTAINE*: Jest jeszcze na to zbyt wcześnie. Do tej pory nie przeprowadziliśmy jeszcze badań technicznych wraku autokaru. W poznaniu przyczyn wypadku i prędkości, z jaką jechał autokar, pomoże nam analiza jego czarnej skrzynki.
Czy z dotychczasowych zeznań świadków wynika, że to pilotka i pasażerowie namawiali kierowcę, by jechał tym odcinkiem drogi?
Do tej pory nikt nie potwierdził takiej wersji wydarzeń. Na razie przesłuchaliśmy tylko cztery najlżej ranne osoby. Wiele z nich jest wciąż w stanie silnego szoku. Z ich zeznań wynika, że tuż przed wypadkiem kierowca krzyczał do pasażerów, by zapięli pasy, bo wysiadły mu hamulce. W najbliższych dniach przesłuchamy kolejne osoby. Na zeznania najciężej rannych osób będziemy prawdopodobnie musieli poczekać nawet kilka tygodni.
Jedna z osób, które wróciły do Polski, mówiła, że to pilotka i pasażerowie namówili kierowcę na jazdę Drogą Napoleona?
Słyszałem o tym i nie wykluczam takiej wersji wydarzeń. Jednak dla nas byłoby rzeczą o wiele bardziej interesującą, gdyby ta osoba przed powrotem do Polski zeznała to wczoraj w naszej prokuraturze. W każdym razie sprawdzimy tę wersję. Gdyby się potwierdziła, mielibyśmy do czynienia z czynem umyślnym. Ale nie możemy zadowalać się plotkami, na wszystko musimy mieć dowody. Dopiero wówczas będziemy mogli oskarżać konkretne osoby.
Kiedy przewiduje pan zakończenie śledztwa?
Nie sposób tego przewidzieć. Wymiar sprawiedliwości nie działa tak szybko jak media. Musimy mieć czas na poznanie prawdy. Ale uczynimy wszystko, by ją poznać, nawet jeśli zajmie to nam kilka miesięcy. Zapewniłem o tym wczoraj rodziny ofiar wypadku.
*Luc Fontaine, prokurator z Grenoble prowadzący śledztwo w sprawie wypadku polskiego autokaru
LUC FONTAINE*: Jest jeszcze na to zbyt wcześnie. Do tej pory nie przeprowadziliśmy jeszcze badań technicznych wraku autokaru. W poznaniu przyczyn wypadku i prędkości, z jaką jechał autokar, pomoże nam analiza jego czarnej skrzynki.
Czy z dotychczasowych zeznań świadków wynika, że to pilotka i pasażerowie namawiali kierowcę, by jechał tym odcinkiem drogi?
Do tej pory nikt nie potwierdził takiej wersji wydarzeń. Na razie przesłuchaliśmy tylko cztery najlżej ranne osoby. Wiele z nich jest wciąż w stanie silnego szoku. Z ich zeznań wynika, że tuż przed wypadkiem kierowca krzyczał do pasażerów, by zapięli pasy, bo wysiadły mu hamulce. W najbliższych dniach przesłuchamy kolejne osoby. Na zeznania najciężej rannych osób będziemy prawdopodobnie musieli poczekać nawet kilka tygodni.
Jedna z osób, które wróciły do Polski, mówiła, że to pilotka i pasażerowie namówili kierowcę na jazdę Drogą Napoleona?
Słyszałem o tym i nie wykluczam takiej wersji wydarzeń. Jednak dla nas byłoby rzeczą o wiele bardziej interesującą, gdyby ta osoba przed powrotem do Polski zeznała to wczoraj w naszej prokuraturze. W każdym razie sprawdzimy tę wersję. Gdyby się potwierdziła, mielibyśmy do czynienia z czynem umyślnym. Ale nie możemy zadowalać się plotkami, na wszystko musimy mieć dowody. Dopiero wówczas będziemy mogli oskarżać konkretne osoby.
Kiedy przewiduje pan zakończenie śledztwa?
Nie sposób tego przewidzieć. Wymiar sprawiedliwości nie działa tak szybko jak media. Musimy mieć czas na poznanie prawdy. Ale uczynimy wszystko, by ją poznać, nawet jeśli zajmie to nam kilka miesięcy. Zapewniłem o tym wczoraj rodziny ofiar wypadku.
*Luc Fontaine, prokurator z Grenoble prowadzący śledztwo w sprawie wypadku polskiego autokaru
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|