"On był zbyt wrażliwy na ten świat" - płacze Magda Rutkowska, siostra Łukasza. To do niej wysłał pożegnalnego SMS-a. "Cześć. Przepraszam, że tak wyszło, ale tak musiało być. Przepraszam, całuję. Na zawsze. Łukasz" - Magda do dziś nie skasowała tej wiadomości.
Cała rodzina zachodzi w głowie - co sprawiło, że ukochany syn i brat zdecydował się na tak desperacki krok? Także sąsiedzi wciąż nie mogą uwierzyć w śmierć Łukasza. Taki młody, uprzejmy, cały świat stał przed nim otworem - powtarzają ludzie.
Łukasza życie nie oszczędzało. 10 lat temu zmarła mu ukochana matka. Został wraz z dwiema siostrami i ojcem. Skończył technikum gastronomiczne. Zaraz po szkole znalazł pracę w zakładach mięsnych, potem w piekarni. Nigdy nie narzekał. Zawsze wesoły, pogodny, potrafił rozweselić każde towarzystwo.
"Chciał iść na studia. A teraz sam przekreślił swoje plany. Żebym wiedziała... Może jakoś bym z nim porozmawiała. On był zawsze taki wrażliwy, wszystkim się przejmował" - mówi "Faktowi" ze łzami w oczach Magda. Dziewczyna przypomina, że któregoś dnia przyszedł do domu pobity. Mówił, że ktoś go okradł. Od tej chwili zamknął się w sobie. Stał się markotny, milczący.
"Jak go pytaliśmy, czy wszystko w porządku, odpowiadał, że tak. Ale widać było, że coś go gryzie" - opowiada Ryszard Rutkowski, ojciec Łukasza. Tego dnia nic nie zapowiadało tragedii.
Łukasz od jakiegoś czasu przebąkiwał, że gdzieś wyjedzie, odpocznie. Rano wziął torbę. Wyszedł. To wtedy Magda dostała pożegnalnego SMS-a - pisze "Fakt". "Myślałam, że chodzi mu o poprzedni wieczór, kiedy zwróciłam mu uwagę, żeby nie pił więcej piwa, a on coś tam odburknął. Myślałam, że to takie zwyczajne przeprosiny" - mówi Magda.
Po południu Łukasz poszedł na miejski cmentarz. Ściągnął pasek ze spodni. Wdrapał się na wysokie drzwi kaplicy cmentarnej. Zarzucił na nie pasek, po czym jego koniec okręcił wokół szyi. Zawisł. Po kilkunastu minutach zauważył go przypadkowy przechodzień. Na ratunek było za późno - donosi "Fakt".
Łukasz został pochowany na tym samym cmentarzu, na którym się powiesił. Dlaczego to zrobił? Dlaczego nic nikomu nie powiedział i nie zostawił pożegnalnego listu? - pyta "Fakt". Policjanci nie wykluczają, że ktoś go zastraszył. Sprawdzają, czy nie był szantażowany.