Dziennik Gazeta Prawana logo

Ranni pielgrzymi dziękują za wsparcie

13 października 2007, 16:36
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Zenon Skroboń gdy usłyszał o katastrofie, myślał że jego żona Bożena zginęła. Później dowiedział się, że jego ukochana żyje. Kobieta wczoraj wróciła do Polski wraz z grupą innych rannych. Teraz oboje dziękują Polakom za wsparcie, pisze "Fakt". Podobnie jak Lidia Kropska, która sama ocalała, choć w katastrofie zginęła jej koleżanka

Gdy pojawiła się możliwość wyjazdu na pielgrzymkę, pani Bożena nie zastanawiała się długo. Mimo że taki wyjazd kosztował ich sporo wyrzeczeń, bo starszy pan przez całe życie był skromnym ślusarzem, a jego żona położną, a później została księgową, postanowili, że kobieta pojedzie

Samego wypadku, w którym życie straciło 26 osób, pani Bożena dokładnie nie pamięta. Przypomina sobie tylko wielki huk, krzyk, jęki rannych.Nie zapomni Pawełka, który podszedł do niej w szpitalu. Leżeli w sąsiednich salach. Zaczęli rozmawiać o wypadku. "Zapytałam, co z jego mamusią. A on, dzielny, powiedział cicho, że mama nie żyje. Był przy tym smutny, ale spokojny" - mówi cicho "Faktowi" kobieta.

Pani Bożena za parę dni wyjdzie ze szpitala. Dzięki opiece lekarzy stan jej zdrowia poprawia się z dnia na dzień. A za rok znowu chce pojechać na kolejną pielgrzymkę do Grenoble. Przy jej łóżku cały czas czuwa mąż Zenon.


Lidia Kropska przeżyła koszmar. W katastrofie zginęła jej najbliższa koleżanka Aneta Pollak wraz z 12-letnią córeczką Ewą. Widziała śmierć dziecka, słyszała wołania ratowników. Obudziła się w szpitalu. Teraz, pogodzona z bólem, żyje pełnią nadziei. Nie może się doczekać powrotu do zdrowia i do szkoły, gdzie uczy języka polskiego.

Pani Lidia ruszyła na pielgrzymkę do Francji w intencji zdrowia swojej mamy Jadwigi. W momencie katastrofy rozmawiała ze swoją koleżanką Anetą Pollak, która siedziała obok na fotelu."Autobus zaczął nagle spadać. Wszystko się przewracało do góry nogami. Huczało i trzeszczało." - opowiada "Faktowi". -" Powtarzałam sobie, że to tylko film. Że za chwilę się skończy, a ja otworzę oczy i będzie po wszystkim."

Pamięta, jak leżała przed autobusem na trawie, bo wyciągnęli ją motocykliści. Oni jechali tuż za autobusem, a gdy spadł w przepaść, pierwsi przybyli na pomoc. Przenosili rannych z daleka od płonącego autokaru. Później wezwali pomoc. Najstraszniejszą rzecz, jaką pamięta z wypadku, to śmierć córeczki najbliższej przyjaciółki. 12-letnia Ewa umierała na jej oczach. Uściśnęła jej dłoń. Pamięta, jak ten uścisk słabł z każdą sekundą. Próbuje to wymazać z pamięci, ale gdy zamyka oczy, widzi to ciągle na nowo.

Pani Kropska wspomina o kierowcach w ciepłych słowach. Mówi, że prowadzili autobus spokojnie. Nie szarżowali. Według niej być może wysiadły hamulce.
"Jestem bardzo szczęśliwa. Żyję i wróciłam do domu" -mówi kobieta.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj