Mocą wyroku minister obrony Bogdan Klich ma zamieścić na koszt resortu oświadczenie w "Rzeczpospolitej", w którym wyrazi ubolewanie z powodu umieszczenia w raporcie informacji o powodzie "nieodpowiadających prawdzie" i sugerujących jego związki ze służbami specjalnymi PRL.

Reklama

Taki sam wyrok wydał w czerwcu zeszłego roku Sąd Okręgowy w Warszawie. Pełnomocnik MON odwołał się od tego orzeczenia i w czwartek stołeczny sąd apelacyjny rozpoznał to odwołanie. Apelacja okazała się nieskuteczna i wyrok jest prawomocny.

W raporcie - sygnowanym przez szefa Komisji Weryfikacyjnej Antoniego Macierewicza, a ujawnionym w lutym 2007 r. przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego - podano o Kuczyńskim, że uczestniczył w finansowaniu służb specjalnych wojska PRL w latach 80., w ramach sprzedaży przemycanych z Zachodu części komputerowych objętych embargiem. Według raportu, w latach 1983-85 Grzegorz Żemek (skazany za aferę FOZZ) i Kuczyński zorganizowali "sieć pośredników", którzy mieli odbierać nadchodzące z Zachodu paczki z częściami komputerowymi. "Paczki te były z wielkim zyskiem odsprzedawane zorganizowanej przez Żemka i prowadzonego przezeń agenta penetrującego NSZZ +S+ firmie IMPOL" - napisano w raporcie. IMPOL miał sprzedawać towar firmom wojskowym i należącym do MSW. Według raportu, Żemek współpracował z firmami wskazanymi mu przez Kuczyńskiego, współzałożyciela IMPOL.



"Na 7 zdań raportu jest 11 kłamstw; to swoisty rekord świata" - mówił Kuczyński, który w latach 80. był konstruktorem jednego z pierwszych polskich komputerów. Przyznawał, że kupował podzespoły, które nie były objęte embargiem i nie były przemycane, oraz że nie finansowano w ten sposób żadnych służb. Podkreślał, że nie miał związków ze służbami, a w 1981 r. był w zarządzie mazowieckiej "Solidarności". Przyznał też, że znał Żemka, ale jako radcę handlowego polskiej placówki w Brukseli, który organizował dostawę części, bo - jak mówił - "chciał dorobić do pensji".

Sądy obu instancji stwierdziły, że w raporcie naruszono dobra osobiste powoda, a pozwany nie wykazał, by jego działanie nie było bezprawne. Sąd podkreślił, że Kuczyński wykazał, iż w raporcie podano o nim fakty niezgodne z prawdą. Powołując się na teczkę służb specjalnych wojska "Dik", w której były materiały sprawy przemytu części komputerowych, sędzia podała, że wynika z niej, iż nie było spółki Impol, tylko Impol-2, a powód nie był jej założycielem, lecz w niej pracował, nie był też wraz z Żemkiem organizatorem "szajki przemytników".

Według sądu, w takiej sytuacji autorzy raportu nie powinni byli podawać jego danych osobowych w raporcie. Powołano się też na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który w 2008 r. uznał za sprzeczne z konstytucją m.in. pozbawienie osób z raportu prawa do wysłuchania przez komisję weryfikacyjną, prawa dostępu do akt sprawy oraz odwołania do sądu od decyzji o umieszczeniu w raporcie.

Od jesieni 2007 r. warszawska prokuratura prowadzi tajne śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przy powstawaniu raportu oraz zniesławienia osób w nim wymienionych. Nie wiadomo, na jakim etapie jest ta sprawa.

Po wyroku TK z 2008 r. prezydent L. Kaczyński zdecydował nie ujawniać przygotowanego przez Macierewicza aneksu do raportu.