Chodziło o luksusową willę w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, którą - jak przekonywał Mariusz Kamiński, szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego - Aleksander i Jolanta Kwaśniewscy kupili na pieniądze pochodzące z nielegalnych źródeł. Zaczęło się od nagranej przez biznesmena Aleksandra Gudzowatego rozmowy z byłym premierem Józefem Oleksym w 2007 roku. Oleksy mówił o "lewej willi Kwaśniewskich" w Kazimierzu Dolnym. To wystarczyło, by CBA uruchomiło całą machinę tajnej operacji.

Reklama

Z dokumentów prokuratury, do jakich dotarła "Gazeta Wyborcza" ma wynikać, że Mariusz Kamiński naruszał między innymi przepisy ustawy o CBA, które pozwalają na zakładanie podsłuchów bez z gody sądu, w wyjątkowych sytuacjach. Poza tym, jak pisze "Wyborcza", szef CBA 20 razy wyłudził od sądu zgodę na podsłuch.

Prokuratura, która po odmówieniu przez Sejm zgody na uchylenie immunitetu Kamińskiemu nie mogła postawić posłowi PiS zarzutów, śledztwo umorzyła. Dokumenty ze śledztwa rzucają jednak sporo światła na tajną operację "Krystyna", trwającą od 2007 do 2009 roku. Prokuratorzy przekonują, że ówczesny szef CBA bezpodstawnie zlecał swoim funkcjonariuszom inwigilację pary prezydenckiej. Mariusz Kamiński miałby usłyszeć za to dwa zarzuty. Oba dotyczące nadużycia prawa i wykorzystania pełnionego stanowiska.

W operację "Krystyna" zaangażowany był między innymi agent Tomek, czyli poseł Tomasz Kaczmarek (jeszcze do niedawna w PiS, dziś niezrzeszony). To on przeprowadził zakup kontrolowany willi w Kazimierzu Dolnym, która według podejrzeń szefa PiS miała być sprzedana przez parę prezydencką. Operacja zakończyła się kompromitacją, bo pieniądze nie trafiły do Jolanty Kwaśniewskiej. Ale grupa śledcza pracowała już wtedy pełną parą. Jak wynika z prokuratorskich dokumentów, inwigilowano Kwaśniewskich, ich otoczenie, a zwłaszcza przyjaciółkę byłej pierwszej damy, Marii J., która opiekowała się domem.

Łącznie CBA złożyło wnioski o 32 kontrole operacyjne, głównie podsłuchy. 12 wniosków sąd odrzucił. Nie wiadomo, czy podsłuchiwano również Aleksandra Kwaśniewskiego. Jak pisze "Gazeta Wyborcza", wskazywać na to może jednak zapis w aktach o "naruszeniu interesu prywatnego" byłego prezydenta.

Zarzuty zapisane w prokuratorskich dokumentach przedawnią się po pięciu latach, czyli teoretycznie jesienią 2014 roku. Sprawa jest jednak wstrzymana na czas działania immunitetu poselskiego Mariusza Kamińskiego. Polityk może usłyszeć zarzuty po wygaśnięciu mandatu.