Holka na samo wspomnienie wydarzeń sprzed ponad 20 lat zaciska mocno pięści i z trudem powstrzymuje się od płaczu. Tamtego koszmaru nie zapomni do końca życia. Skatowany leżał w ciasnej i zimnej izolatce, błagając o pomoc. Zamiast trafić do szpitala, przesiedział w więzieniu blisko rok.
"To było straszne!" - opowiada Regina Całkiewicz, matka Artura. "Nie mogłam nic dla niego zrobić, byłam bezsilna" - dodaje kobieta.
Za zasługi w walce z komunizmem Holka otrzymał później Krzyż Więźnia Politycznego. Niestety w 1995 r. sąd we Wrocławiu zdecydował oddalić jego żądanie o odszkodowanie za utratę zdrowia z powodu przedawnienia sprawy.
Człowiek, który poświęcił swoje zdrowie w walce z reżimem, został zupełnie sam: schorowany i bezbronny. Jego matka pisała gdzie mogła, by wybłagać pomoc dla syna. Ale wszyscy zapomnieli o bohaterstwie Artura Holki.
Dopiero przed rokiem kobiecie udało się wywalczyć rentę dla syna w wysokości niespełna 500 zł. Pieniądze nie starczają nawet na lekarstwa dla przykutego do łóżka mężczyzny. O rehabilitacji w ogóle nie ma mowy. Kiedy pani Regina usłyszała, że na zjazd "Solidarności" w Lubinie przyjeżdża sam premier Jarosław Kaczyński, pomyślała, że tylko on może wyciągnąć do niej pomocną dłoń.
Nie zastanawiała się długo i natychmiast ruszyła w jego kierunku. Pod budynkiem, w którym miał spotkanie, rozłożyła transparent z błagalną prośbą o pomoc. Jarosław Kaczyński przechodząc, zatrzymał się przy zdesperowanej kobiecie i z uwagą ją przeczytał.
Podobno powiedział wtedy do swoich współpracowników, że tej kobiecie trzeba pomóc. "Mój syn przelał krew za wolną Polskę" - mówi Regina Całkiewicz. "Panie premierze, tylko ty możesz przywrócić mu radość życia i wiarę w ludzi" - apeluje.