Dziennik Gazeta Prawana logo

Jeden z bohaterów afery hejterskiej nie wrócił do orzekania, nie pracuje też w resorcie. Mimo to dostaje pensję

9 września 2019, 07:19
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
prawo sędzia sąd
prawo sędzia sąd/Shutterstock
Jeden z bohaterów afery hejterskiej, Jakub Iwaniec, jeszcze przez trzy miesiące nie wróci do orzekania. Nie musi też pracować w resorcie. Mimo to dostaje pensję

Z informacji, jakie uzyskaliśmy w Sądzie Okręgowym w Warszawie, wynika, że Jakub Iwaniec został odwołany z delegacji do resortu sprawiedliwości w dniu 22 sierpnia br. Nie wrócił jednak do orzekania. Wszystko przez przepisy, które stanowią, że sędziowie delegowani na czas nieokreślony m.in. do Ministerstwa Sprawiedliwości (patrz: grafika) mogą zostać odwołani za trzymiesięcznym „uprzedzeniem”. A to oznacza, że Jakub Iwaniec wróci do sądzenia dopiero po 22 listopada. Co więcej, minister sprawiedliwości zwolnił go na ten okres z obowiązku świadczenia pracy w resorcie.

mówi Bartłomiej Starosta, przewodniczący Stałego Prezydium Forum Współpracy Sędziów.

Jakub Iwaniec nie odebrał od nas telefonu. A resort sprawiedliwości w odpowiedzi dla DGP poinformował, że cofnięto mu jedynie fakultatywny dodatek specjalny. Dodatek funkcyjny (od 0,2 do 0,45 podstawy, czyli średniego wynagrodzenia z II kwartału roku poprzedniego) sędzia w okresie uprzedzenia będzie otrzymywał.

Widzimisię ministra

Sędzia Starosta nie ma wątpliwości. Artykuł 77 par. 4 prawa o ustroju sądów powszechnych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 52 ze zm.) mówiący o tym, że sędzia delegowany na czas nieokreślony m.in. do resortu sprawiedliwości może być odwołany z delegowania lub z niego ustąpić za trzymiesięcznym uprzedzeniem, jest po prostu absurdalny.

mówi szef FWS. Dlatego też jego zdaniem okres trzymiesięcznego „uprzedzenia” przysługujący sędziom odwoływanym z delegacji do resortu negatywnie wpływa również na sprawność postępowań w sądach, do których tacy sędziowie wracają.

Na takie względy jak sędziowie pracujący w jednostkach podległych politykom nie mogą natomiast liczyć sędziowie, którzy zostali oddelegowani do orzekania w innych sądach. Ich minister może odwołać z delegacji w każdym czasie, bez wyjaśnienia i – w przeciwieństwie do tych delegowanych na czas nieokreślony do ministerstw czy Kancelarii Prezydenta – ze skutkiem natychmiastowym. Tak właśnie swego czasu stało się z sędzią Katarzyną Kruk. W połowie 2017 r. minister sprawiedliwości nie przedłużył jej delegacji do SO w Warszawie.

opowiada sędzia Kruk. I dodaje, że z chęcią poznałaby przyczyny decyzji ministra.

– mówi warszawska sędzia. Jej przypuszczenia jednak są takie, że za decyzją ministra stały wyłącznie względy polityczne, choć zaznacza, że nikt jej tego nie powiedział wprost. Sędzia bowiem znana jest z zaangażowania w ruch sprzeciwiający się temu, co politycy robią z wymiarem sprawiedliwości.

Gdy nie przedłużono jej delegacji, sędzia miała w referacie kilkanaście rozpoczętych spraw. A że orzeka w pionie karnym, istniało niebezpieczeństwo, że sprawy te będą musiały się toczyć od nowa.

tłumaczy sędzia.

Problem jednak w tym, że w takich sytuacjach wszystko zależy od widzimisię ministra. Przepisy stanowią, że sędziego z delegacji do innego sądu można odwołać „bez zachowania okresu uprzedzenia”, ale milczą na temat tego, jak to odwołanie powinno tak naprawdę wyglądać.

Szarża Piebiaka

Brak przepisów regulujących sposób odwoływania sędziów z delegacji rozsierdził swego czasu samego Łukasza Piebiaka, byłego już wiceministra sprawiedliwości. Bo sam padł ofiarą dziurawej regulacji. W 2012 r. został odwołany przez ministra ze stałej delegacji do sądu okręgowego. Uważał, że decyzja została podjęta w sposób arbitralny: oparto ją jedynie na wniosku prezesa SO. Sędzia Piebiak sprawy nie zostawił i skierował ją do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Ten jednak oddalił skargę, uznając, że rozstrzygnięcie MS nie miało charakteru decyzji administracyjnej. Koniec końców sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Ten jednak podzielił argumenty WSA. Wskazał przy okazji, że akt odwołania sędziego z delegacji nie wymaga zgody sędziego, nie musi być pisemnie uzasadniony i może być dokonany w każdym czasie. Piebiak nie odpuścił i skierował skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. I tu jednak poniósł klęskę, gdyż ETPC uznał wniesienie takiej skargi za niedopuszczalne.

Będąc już wiceministrem sprawiedliwości, Łukasz Piebiak zapowiedział, że przepisy o delegacjach zostaną zmienione. Jak argumentował, obecne są złe, gdyż dają „potencjalną możliwość oddziaływania władzy wykonawczej na władzę sądowniczą w zakresie wpływu na proces orzekania”. Niestety, najwyraźniej sędziemu Piebiakowi nie starczyło czasu, aby słowa przekuć w konkretny projekt zmian w prawie.

O całkowite zniesienie delegacji sędziów do resortu sprawiedliwości apelowało ostatnio także Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj