Stanisław Gawłowski o kontaktach byłego agenta CBA Tomasza Kaczmarka (znanego jako agent Tomek) wspomniał w ubiegłą środę podczas drugiej rozprawy ws. tzw. afery melioracyjnej. Wskazywał wówczas, że był to jego zdaniem początek inwigilacji ze strony PiS.

Reklama

Jeden z obrońców Gawłowskiego, Roman Giertych napisał w poniedziałek na swoim profilu facebookowym o złożeniu wniosku o wezwanie Kaczmarka na świadka "w sprawie operacji prowadzonej przeciwko posłowi Gawłowskiemu".

O to, skąd Gawłowski miał wiedzę, że agent Tomek kontaktował się z żoną senatora, pytał we wtorek prokurator Witold Grdeń. Gawłowski odpowiedział, że wie to od żony, a kontakt miał nastąpić w 2008 lub 2009 r. Wskazywał też, że do momentu ujawnienia wizerunku Kaczmarka w mediach nie wiedział, kim jest mężczyzna.

Wyjaśnienia składała we wtorek także żona senatora Renata Listowska-Gawłowska (wyraziła zgodę na upublicznienie nazwiska i wizerunku). Jestem osobą niewinną, nigdy nie popełniłam żadnego przestępstwa ani przestępstwa nie popełnił mój mąż, znaleźliśmy się na ławie oskarżonych tylko i wyłącznie z powodu tego, że mój mąż zajmuje się polityką i naraził się ludziom związanym z PiS i ojcu (Tadeuszowi) Rydzykowi – mówiła. Opowiadała przede wszystkim o dwóch spotkaniach z mężczyzną, który później okazał się agentem CBA Tomaszem Kaczmarkiem.

Jak powiedziała Listowska-Gawłowska, mężczyzna zaczepił ją po raz pierwszy w 2008 lub 2009 r. na dworcu PKP w Koszalinie. Opisała, że był to bardzo dobrze ubrany człowiek, który zachowywał się kulturalnie. Zaproponował jej kawę, ale odmówiła.

Po raz drugi spotkała agenta w koszalińskiej galerii handlowej, gdzie – jak powiedziała – starał się ją zaczepić, proponując wspólną kawę, ale ponownie spotkał się z odmową. Chciał zrobić na mnie dobre wrażenie, zaczął się chwalić, że ma super samochód, że moglibyśmy wybrać się na wycieczkę. Też odmówiłam – powiedziała Listowska-Gawłowska. Zaznaczyła, że stanowczo nie zgodziła się też na propozycję odwiezienia do domu.

Zaznaczyła, że po tym zdarzeniu opowiedziała mężowi o zaczepiającym ją mężczyźnie. Ten poradził, aby nie denerwowała się i nie dawała nikomu prowokować. O tym, że był to Tomasz Kaczmarek, dowiedziała się i poinformowała męża po ujawnieniu w mediach wizerunku agenta.

Jeden z obrońców małżeństwa Gawłowskich, Rafał Wiechecki powiedział po rozprawie, że wniosek o powołanie Kaczmarka na świadka został złożony dlatego, iż obrońcy widzą "modus operandi taki sam w przypadku państwa Kwaśniewskich, jak i w przypadku państwa Gawłowskich – próby inwigilacji, próby tworzenia jakiegoś materiału dowodowego, a następnie, kiedy one się kończą i kiedy przejmuje z powrotem władzę pan (Mariusz) Kamiński i pan (Maciej) Wąsik, z powrotem zaczęły mieć miejsce".

Prokurator Witold Grdeń powiedział w rozmowie z dziennikarzami, że nie rozumie wniosku obrońców. Tydzień temu, podczas pierwszych swoich wyjaśnień pan Gawłowski wskazał, że rzekomo ten pan miał się kontaktować z jego żoną (…). I to było pierwsze wyjaśnienie, jakiekolwiek, w toku całego postępowania (gdy) pan Gawłowski do tego się odnosił – wskazał.

Jak dodał prok. Grdeń, gdyby takie zdarzenie miało miejsce, Gawłowski w toku całego postępowania przygotowawczego wielokrotnie by to podnosił.

Gawłowski oskarżony jest m.in. o przyjęcie łapówek w wysokości co najmniej 733 tys. zł w gotówce, a także w postaci nieruchomości w Chorwacji i dwóch luksusowych zegarków. Miał też nakłaniać do wręczenia łapówki dyrektorowi Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie, ukrywać pochodzenie z przestępstwa chorwackiej nieruchomości, ujawnić informację niejawną i popełnić plagiat w pracy doktorskiej.