Zbigniew Baranowski, były prezes Rudzkiej Spółki Węglowej, miał dostać 80 tysięcy złotych. A to za skasowanie odsetek od długu firmy Barbary Kmiecik. Problem dla śledczych w tym, że spółka węglowa nigdy ich Kmiecik nie umorzyła.

Według oficjalnej wersji, pieniądze za pośrednictwem Barbary Blidy, która była dobrą znajomą Baranowskiego, miała w 1998 roku przekazać Barbara Kmiecik, śląska bizneswoman handlująca węglem.

"Rzeczpospolita" ustaliła, że w sprawie domniemanej łapówki dla Baranowskiego prokuratura dysponowała wyłącznie zeznaniami Barbary Kmiecik, która sama zgłosiła się do ABW. Zarzut pośrednictwa w przyjęciu korzyści majątkowej dla prezesa Rudzkiej Spółki Węglowej miała usłyszeć Barbara Blida 25 kwietnia - w dniu feralnego zatrzymania. Była minister zastrzeliła się jednak po wejściu funkcjonariuszy ABW do jej domu w Siemianowicach Śląskich.

Baranowskiemu postawiono zarzut obietnicy przyjęcia 80 tysięcy złotych łapówki. Ale 7 listopada prokuratura, która zarzut sformułowała, wycofała się z niego i śledztwo przeciwko niemu umorzyła.

"Uznaliśmy, że zgromadzone dowody obciążające podejrzanego są niewystarczające" - przyznaje prokurator Marta Zawada-Dybek, rzeczniczka katowickiej Prokuratury Okręgowej.

Prokuratura w Katowicach nie znalazła żadnego innego dowodu na korupcję Barbary Blidy. W tej sytuacji wątpliwe jest, czy była posłanka byłaby dziś oskarżona. Blidę ze śledztwem w sprawie węglowej korupcji wiązała bowiem tylko osoba Zbigniewa Baranowskiego. "Trudno o tym przesądzać, być może tak by było" - mówi Zawada-Dybek.

Barbara Kmiecik ma status tzw. małego świadka koronnego. W zamian za ujawnienie procederu nie została oskarżona o korupcję - czytamy w "Rzeczpospolitej".