(1892 - 1971)

Bohuslav Reynek, jeden z największych samotników i outsiderów czeskiej poezji, był również wybitnym tłumaczem poezji niemieckiej (Georg Trakl) i francuskiej (m.in. Baudelaire i Max Jacob), a także znakomitym oryginalnym grafikiem. Po pierwszej wojnie światowej mieszkał na przemian w Czechach i we Francji. W 1936 roku przejął po zmarłym ojcu gospodarstwo w rodzinnej wsi Petrkov, które w 1948 roku zostało znacjonalizowane przez władze komunistyczne. Pozbawiony większości odziedziczonego majątku poeta żył z rodziną w bardzo skromnych, wiejskich warunkach i utrzymywał się, pracując jako robotnik rolny. W okresie komunizmu nie miał niemal zupełnie możliwości publikowania swoich wierszy. Jego twórczość zyskała należne jej szerokie uznanie dopiero po 1989 roku. Jego wczesna ekspresjonistyczna poezja pozostawała pod wielkim wpływem symboliki biblijnej i chrześcijańskiej. Z tego okresu pochodzą jego poematy prozą napisane w pierwszej połowie lat 20. ubiegłego stulecia.

p

Wiosenny wiatr

Wiatr to jest smok o strasznym ciele, bez nóg, z bezmiarem skrzydeł, otchłanią strachu w sercu i ciężką głową, pełną języków we wszystkich kolorach tęczy. Zostało mu odebrane światło duszy, więc wiatr goni za nim, goni i łka, we wszystko bije, na wszystko wpada, bo jest wewnętrznie ślepy i światła swojej duszy szuka. Przerzuca śnieg i pożera go, przetrząsa wody, myszkuje pod tynkiem ścian, szuka we włosach kobiet i w rozpaczy mężczyzn. Połyka wodę, chrust i śnieg, rozwala mury, ale światła swojej duszy nie znajduje. A ono się ukrywa pod postacią zielonoprzeźroczystego ptaszka na piersiach Luny. I darmo wiatr zgarnia chmury w kształt najcichszych gniazd podobnych różom przetykanym promieniami i wyściełanym czułością mgły. Przecież pozostają puste i wszelka ich słodycz obraca się ku ziemi w postaci złudzeń i majowych deszczyków. Kiedy więc wiosną ujrzysz tęczę, pamiętaj o łakomych językach wiatru, pamiętaj, że nie ma w nim światła duszy, że tęcza jest tylko odblaskiem jego przepastnej tęsknoty za tym światłem, za szklistozielonym ptaszkiem, którego śpiewu nie słyszy z powodu huku własnego lamentu. Dlatego połóż swoje ręce w błogosławieństwie na jego ciężkiej, szalonej głowie.

Księżyc

Niektórzy widzą w nim parę objętych kochanków, inni twarz pijaka, ale ja uważam go za zwierciadło Czyśćca. Jest wielu takich, co się go boją właśnie z tego powodu, a są i tacy, których fascynuje, ponieważ ziemia jest dla nich twarda, zła i niepewna. A morze, które jest obrazem dusz czyśćcowych, przewala się na swoim łożu przez magię jego przyciągania. Albowiem póki Czyściec nie zaniknie na końcu świata, póty księżyc nie wyda światła swojego. Wszelako ocalony i odnowiony wyjdzie z ręki Bożej w czas Sądu Ostatecznego u górnych wrót długiej Doliny Jozafata jako góra z zielonego kryształu srebrzystym obrębiona obłokiem. I na tej górze księżycowej stanie Panna Maria z Dzieciątkiem na ręku, które tak oto przyjdzie sądzić żywych i umarłych. I z jego prawej, podniesionej rączki popłynie jasność stygmatycznej krwi.

Przełożył Zbigniew Machej