O ile pierwsza fala koronawirusa najsilniej dotknęła Europę Płd. i Zach., druga najmocniej bije po naszym regionie. Analiza statystyk i prognoz wskazuje, że wśród państw, które najciężej przejdą jesienną fazę pandemii, będzie Polska.
Gdyby analizować wzrost liczby aktywnych przypadków zakażeń, nasz kraj nie wypada najgorzej. Od 1 września, gdy w wielu państwach Europy wznowiono zajęcia szkolne, ta wartość najsilniej wzrosła w innych krajach naszego regionu. W Czechach, na Słowacji, w Słowenii i na Węgrzech 18 października było 13-16-krotnie więcej zakażonych niż 1 września. W Polsce wartość ta wzrosła o 322 proc., co daje nam 21. miejsce na 39 państw.
Analiza tylko tych danych może być jednak myląca. Największe wzrosty dotyczą wszak krajów, w których latem udało się najskuteczniej zdusić pandemię. 12-krotny wzrost liczby zakażeń na Islandii oznacza wzrost z 99 do 1240 przypadków, sześciokrotny w Finlandii – z 606 do 3973. Dobre wyniki w tej statystyce odnotowują zaś kraje, którym nie udało się stłumić pierwszej fali pandemii. Stąd na Ukrainie jest "jedynie” o 167 proc. przypadków więcej niż 1 września, ale oznacza to wzrost z 63 tys. do 168 tys. aktywnych przypadków, w Rosji – o 82 proc. więcej (305 tys. wobec 167 tys.), a w Bośni i Hercegowinie o jedną trzecią więcej (8,1 tys. w miejsce 6,2 tys.).
Nieco inaczej przebieg pandemii analizuje Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC). Jego statystyki uwzględniają 31 państw europejskich (UE, Islandia, Liechtenstein, Norwegia i Wielka Brytania). ECDC liczy, o ile w ciągu ostatnich dwóch tygodni wzrosła liczba nowo wykrytych zakażeń w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców. W tej statystyce Polska też nie wypada najgorzej, zajmując 17. miejsce ze 182 infekcjami. Antyrekordy biją Czesi (828 przypadków), Belgowie (701) i Holendrzy (509), a najlepiej radzą sobie Estończycy (36), Norwegowie (37) i Grecy (50).
Reklama
Liczba wykrywanych infekcji zależy od polityki testowej. Kraje, w których wykonuje się mniej badań, jak Polska, wykazują zaniżoną skalę zachorowań. Nieco bardziej obiektywnym wskaźnikiem jest wskaźnik zgonów. Według ECDC w ostatnich 14 dniach najczęściej na COVID-19 umierali Czesi i Rumuni (odpowiednio 6 i 4,5 zgonu na 100 tys. mieszkańców). Na tej liście Polska jest już na szóstym miejscu w Europie (2,4 zgonu), co może wskazywać, że nasze statystyki zakażeń są poważnie niedoszacowane. Najlepsze wskaźniki wykazują kraje nordyckie – w Estonii, Finlandii i Norwegii w ostatnich 14 dniach z powodu infekcji SARS-CoV-2 zmarła jedna osoba na milion. Z dużych państw najlepiej radzą sobie Niemcy (0,3 na 100 tys.).
15 października własne prognozy przedstawił waszyngtoński Institute for Health Metrics and Evaluation (IHME). Amerykanie podali m.in. przewidywania dotyczące liczby zgonów wywołanych COVID-19 do 1 lutego 2021 r. Te dane również można podać w formie procentowej, odnosząc przewidywaną liczbę zmarłych do liczby osób, które zmarły do tej pory. Według tych prognoz w Polsce umrze z tego powodu 35,2 tys. osób, co oznaczałoby wzrost o 887 proc. Gdyby te prognozy się potwierdziły, dynamika pandemii byłaby nad Wisłą ósmą najgorszą w Europie. Ponaddziesięciokrotny wzrost liczby zgonów w porównaniu ze stanem aktualnym odnotowałyby kolejno Norwegia (1928 proc.), Malta, Słowacja, Cypr i Łotwa.
Pięciokrotny wzrost liczby zmarłych ma odnotować trzech naszych sąsiadów z odrębną polityką wobec epidemii oraz drastycznie różną efektywnością podjętych kontrśrodków, czyli Białoruś, Niemcy i Ukraina. Zdaniem IHME najgorsze za sobą ma zaś osiem państw, gdzie liczba zgonów do 1 lutego wzrośnie o mniej niż 100 proc. Wśród nich są Hiszpania i Włochy – szczególnie silnie dotknięte pierwszą falą – a także Szwecja z jej kontrowersyjną taktyką apeli o rozsądek zamiast przymusowych obostrzeń oraz Islandia z masowymi testami populacji, restrykcyjnymi zasadami kwarantanny i perfekcyjnym śledzeniem kontaktów osób zakażonych. W liczbach bezwzględnych najwięcej umrze Brytyjczyków (137 tys.), Rosjan (113 tys.) i Francuzów (85 tys.). Polska z 35 tys. miałaby się znaleźć na ósmym miejscu w Europie.
Antyrekordy jesiennej pandemii