Projekt ustawy o Agencji Uzbrojenia, który wraz z uzasadnieniem liczy nieco ponad 60 stron, jest obecnie w wewnętrznych konsultacjach resortu obrony. Poszczególne komórki dostały trzy dni na jego ocenę. Kilka tygodni temu zapowiadał go minister obrony Mariusz Błaszczak. Powstanie AU ma usprawnić system zakupu sprzętu dla Wojska Polskiego.

Reklama

W uzasadnieniu projektu, do którego udało się dotrzeć DGP, można przeczytać, że został on opracowany „w związku z koniecznością utrzymania i rozwoju krajowego potencjału przemysłu obronnego oraz zapewnienia sprawnego zaopatrywania Sił Zbrojnych w sprzęt wojskowy stosownie do ich potrzeb”. Taka kolejność jasno wskazuje prymat potrzeb przemysłu nad potrzebami żołnierzy.

Agencja Uzbrojenia ma powstać na bazie dotychczasowych komórek MON i Wojska Polskiego, m.in. Inspektoratu Uzbrojenia (odpowiada za największe zakupy), Inspektoratu Wsparcia (odpowiada głównie za modernizacje i naprawy) czy Departamentu Polityki Zbrojeniowej i Biura ds. Umów Offsetowych. Działać ma w oparciu o model mieszany – chodzi o scentralizowanie kompetencji zakupowych, produkcyjnych, badawczo-rozwojowych i offsetowych, a także w zakresie wsparcia eksploatacji sprzętu wojskowego i jego wycofywania z użytkowania. Jej prezesa powoła minister obrony narodowej na trzyletnią kadencję, ale w każdym momencie będzie go mógł odwołać. Z kolei radę nadzorczą ma tworzyć pięć osób – trzy wskazane przez MON, jedna przez ministra właściwego do spraw gospodarki, a jedna przez prezydenta. To symboliczny ukłon w stronę Pałacu Prezydenckiego, który jednak nie będzie miał wpływu na rzeczywiste działanie AU.

Projektodawcy zakładają, że nowo powstała agencja przejmie wykonywanie praw z akcji należących do Skarbu Państwa w stosunku do Polskiej Grupy Zbrojeniowej Spółki Akcyjnej. Obecnie PGZ jest pod nadzorem Ministerstwa Aktywów Państwowych, któremu szefuje wicepremier Jacek Sasin. To kolejna salwa w wojnie politycznej, którą toczą Sasin z Błaszczakiem, ale jednocześnie działanie wbrew temu, po co zostało utworzone MAP. Z drugiej strony, przejścia Polskiej Grupy Zbrojeniowej pod nadzór MON domaga się część związków zawodowych działających w państwowej zbrojeniówce.

W uproszczeniu: przyjęcie ustawy w tym kształcie stworzyłoby sytuację, w której Agencja Uzbrojenia bez przetargu kupowałaby sprzęt w PGZ podległej… Agencji Uzbrojenia. Działoby się tak w ramach tzw. procedury podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa. Już teraz takie działania odbywają się na szeroką skalę. – Od stycznia 2019 r. do końca września 2020 r. Inspektorat Uzbrojenia prowadził ok. 50 postępowań o udzielenie zamówienia, dla których dokonano pozytywnej oceny występowania podstawowego interesu bezpieczeństwa państwa (PIBP). Powyższa liczba stanowi ok. 20 proc. wszystkich postępowań prowadzonych w przedmiotowym okresie – tłumaczy major Krzysztof Płatek z Inspektoratu Uzbrojenia. W projekcie ustawy korzystanie z tej procedury jest szeroko opisane i można zakładać, że skala tego zjawiska jeszcze by się zwiększyła, co obecnie służy m.in. eliminowaniu ofert składanych przez prywatną polską zbrojeniówkę. Jest to system nietransparentny, wydawane są w ten sposób co roku setki milionów, jeśli nie miliardy złotych. Projekt zakłada, że to de facto zarząd AU będzie decydował o wystąpieniu PIBP. Jednocześnie projektodawca podkreśla, że te informacje nie będą podlegały ustawie o dostępie do informacji publicznej, czyli opinia publiczna nigdy ich nie pozna.

Jeśli nie będzie występował podstawowy interes bezpieczeństwa, będziemy mieli sytuację następującą: Agencja Uzbrojenia organizuje przetarg, w którym startują różne podmioty, w tym np. PGZ, która jest nadzorowana przez… AU. Również w tym przypadku nie mowy o zasadzie równej konkurencji.

Oczywiście postępowania będzie można kontrolować. Problem w tym, że przewidziane w ustawie o Najwyższej Izbie Kontroli obowiązki będzie sprawowała AU, a obowiązki prezesa, wiceprezesa i pracownika NIK – wykonają odpowiednio prezes agencji, jego zastępca i upoważniony pracownik agencji lub żołnierz pełniący w niej służbę. Dojdzie więc do sytuacji, w której AU sama się skontroluje. – Projekt tej ustawy nie zmienia w żaden sposób systemu zakupów poza tym, że PGZ wróci pod nadzór MON – mówi nam jeden z byłych członków zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej. – Fakt, że NIK będzie miała ograniczone możliwości, dosyć dobrze pokazuje intencje pomysłodawcy projektu – wyjaśnia z kolei osoba, która od lat zajmuje się zakupami dla wojska.