Jak wyjaśniła, około północy dyżurny policji w Skierniewicach został poinformowany przez kierowcę samochodu ciężarowego, że ulicami miasta spacerował mały chłopiec. 4-latek ubrany był tylko w koszulkę z krótkim rękawem i miał założoną pieluszkę. Poruszał się boso w rejonie jednego z największych skrzyżowań Skierniewic. Do przyjazdu policji mężczyzna zaopiekował się dzieckiem. Później dziecko "przejęli" funkcjonariusze.
"Nie chciał wysiadać z radiowozu"
- relacjonuje Studniarek i dodaje, że stan chłopca był dobry i nie wymagał hospitalizacji.
Po kilkunastu minutach od zgłoszenia do policjantów, którzy stali przed szpitalem, podeszły dwie kobiety. Powiedziały, że szukają dziecka, które wyszło z mieszkania. Była to matka i starsza siostra czterolatka. Matka była trzeźwa. Okazało się, że chłopiec, wykorzystując jej nieuwagę, oddalił się kilkaset metrów do swojego domu.
Jak informuje Studniarek, w tej sprawie zostanie przeprowadzone postępowanie, które wyjaśni, jak mogło dojść do tej sytuacji oraz czy ktoś poniesie konsekwencje karne.