Sąd zajmował się apelacjami złożonymi przez obrońców ośmiu osób; wszystkie uznał za bezzasadne i wyrok pierwszej instancji w całości utrzymał w mocy. Sprawa dotyczyła oszustw sprzed kilku lat. Według aktu oskarżenia Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, zorganizowana grupa przestępcza działała m.in. w Białymstoku, Elblągu, Kaliszu, Rzeszowie, Kielcach, Wrocławiu, Sosnowcu, Sopocie czy Lublinie. Aktem oskarżenia objęto ok. czterdziestu czynów - dokonanych przestępstw lub ich usiłowań czyli sytuacji, gdy osoby, do których oszuści dzwonili nie dały się przekonać, że np. biorą udział w policyjnej akcji i że zagrożone są ich oszczędności.

Reklama

Dziewięć osób przed sądem

Oskarżono łącznie dziewięć osób. W ocenie prokuratury, były to osoby zajmujące w grupie różne pozycje, więc nie tylko te, które bezpośrednio odbierały pieniądze. Ze śledztwa wyłączono do odrębnego postępowania sprawę kilku innych podejrzanych, którzy byli dzwoniącymi (prawdopodobnie z Niemiec i Wysp Brytyjskich) do wytypowanych osób i - manipulując nimi - przekonywali do przekazania pieniędzy.

W ubiegłym roku Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał całą grupę na kary od 7 miesięcy do 3 lat więzienia i grzywny, z których maksymalna to 12 tys. zł; w jednym przypadku była to kara w zawieszeniu i ten wyrok nie został zaskarżony.

W pozostałych ośmiu przypadkach do sądu apelacyjnego wpłynęły odwołania obrońców. Chcieli oni łagodniejszych kar więzienia, ale przede wszystkim kwestionowali sposób naprawienia szkody. Sąd pierwszej instancji zdecydował bowiem, że skazani mają pieniądze osobom poszkodowanym zwrócić solidarnie. Osoba pokrzywdzona może się wtedy o pełną kwotę zwrócić do dowolnego ze skazanych. Obrońcy chcieli, by każdy z oskarżonych odpowiedział w zakresie swojej odpowiedzialności za przestępstwo i w relacji do osiągniętego zysku (tzw. pro rata parte).

"Nie można kar postrzegać jako rażąco surowych"

Jak uzasadniał sędzia Leszek Kulik, przyjęta zasada solidarnej odpowiedzialności za szkodę była w tej sprawie słuszna i właściwa. Oskarżeni działali wspólnie i w porozumieniu, w ramach z góry określonego podziału ról, choć w różnych konfiguracjach osobowych, ale z zamiarem przywłaszczenia wszystkich wyłudzonych pieniędzy. Każdy z nich stanowił też istotne ogniwo przestępczego procederu, bez którego osiągnięcie efektu (...) nie byłoby możliwe - mówił.

Dlatego sąd uznał, że nie można mówić o znaczącym różnicowaniu roli poszczególnych członków grupy, dzięki czemu można byłoby jednym przypisać rolę wiodącą, a innym marginalną i na tej podstawie przyjąć zakres odpowiedzialności za szkodę. Sędzia Kulik podkreślał też, że w tej sprawie inna forma, niż solidarne naprawienie szkody, nie zabezpieczyłoby w sposób właściwy interesu osób pokrzywdzonych.

Kar nie można uznać za rażąco surowe w sytuacji, gdy są blisko dolnej granicy zagrożenia za takie przestępstwa (za oszustwo grozi bowiem od 6 miesięcy do 8 lat więzienia); nie było podstaw do nadzwyczajnego złagodzenia kary czy warunkowego zawieszenia jej wykonania - uzasadniał sąd apelacyjny.

Sędzia Kulik podkreślał, że oskarżeni działali z wyrachowaniem, wykorzystując łatwowierność, a często również - cechującą osoby starsze - chęć niesienia pomocy. I zupełnie nie interesowało ich to, że w ten sposób mogą te osoby pozbawić wszystkich oszczędności, a w niektórych przypadkach - być może również środków koniecznych do życia. Uwzględniając to wszystko, nie można kar orzeczonych wobec oskarżonych postrzegać jako rażąco surowych - mówił.